Sweetwater
tennessee

na forum mamy
listopad

pogoda
Dni stawały się coraz krótsze, a noce chłodniejsze. Temperatury raz wzrastały, do nawet 20 stopni, tylko po to, aby po kilku dniach spaść gwałtownie do 12. Nad ranem nad całym miasteczkiem utrzymywały się mgły, dopełniając malowniczy, jesienny pejzaż Sweetwater.
W ostatnim czasie przycichły plotki o planowanym, nielegalnym rodeo. Niektórzy zaczęli nawet uważać, że takowe się zwyczajnie nie odbędzie; że organizatorzy temu wyzwaniu nie podołali. Choć kto wie, może to tylko cisza panująca przed burzą i jeszcze będziemy musieli odwołać te słowa? Nawet jeśli do tego wydarzenia nie dojdzie, to listopad oferuje nam inne, wcale nie mniej ważne. A mianowicie na końcówkę tego miesiąca przypada finał rozgrywek rugby. Z tej okazji, tak samo jak miało to miejsce w latach poprzednich, na transmisje finałów zapraszamy wszystkich do baru Triangle. Pierwsze piwo będzie oczywiście darmowe.
  • 09/11 To już ostatnie dni, aby odwiedzić farmę dyń u Fontozzi [ więcej ].
  • 01/09 Serdecznie witamy wszystkich w Sweetwater!




  • Poprzedni temat «» Następny temat
    stolik III
    Autor Wiadomość
    Betsy Crawford




    w sweetwater
    od:
    urodzenia
    30

    właścicielka kwiaciarni
    zajęcie

    co teraz?
    uczucie

    Betsy Kaylee

    Crawford


    Wysłany: 2018-10-17, 07:16   
       IMIE / NICK: monroe
       MULTIKONTA: Caia, Jim


    Oczywiście, nowe osoby w tym miasteczku nie miały o niej pojęcia, ale od pięciu lat nie była w barze, a na mieście nikt jej nie zaczepiał żeby ją poderwać, a szczerze nie pamiętała jak było wcześniej gdy pojawiała się w trójkącie. Chociaż większość ludzi, którzy tutaj przyjezdzali, to byli po prostu wracający, którym się noga powinęła w wiekszym miescie, albo chcieli w rodzinnym miasteczku złapać oddech. Bo nigdy nie sądziła, że ktoś zupełnie świeży, może przyjechać tutaj na dłużej. Kochała to miasteczko, jasne, ale przecież to nie był Amerykański Sen, każdy teraz chciał do Nowego Jorku, Los Angeles, tam gdzie można było osiągnąć wielkie rzeczy, tutaj co najwyżej można było doić krowy. A to nie było spełnienie marzeń dla każdego - To skąd przyjechałeś? Skoro Sweetwater wydawało się być dla Ciebie lepsza opcja - chciała poznać swojego towarzysza, a gdyby za wiele chciała wiedzieć zawsze mógł jej coś powiedzieć. Nigdy jakoś nie wpychała nosa w ludzkie sprawy, ale w tym przypadku było inaczej, bo poza imieniem to nic o nim nie wiedziała. Była więc zainteresowana. Nie miała jeszcze o nim wyrobionego zdania, więc miał szansę pokazać się jej z dobrej strony. O ile mu na tym zależało. Równie dobrze mógł iść komuś złoić dupę. Bo nie musiał się przejmować tym co blondynka myśli na jego temat. Jednak jeśli chciał wywrzeć na niej dobre wrażenie to fajnie, ale ona w obecnej chwili i tak uważało każdego faceta za skończonego dupka, bo tak jest gdy ludzie zostają porzuceni, traci się szacunek wtedy dla wszystkich. Nie powinna wrzucać facetów do jednego worka, ale trudno o to było, skoro pod dachem miała faceta, który wyprowadził się od swojej żony. Więc jak miała mieć inne zdanie na ich temat. Może po prostu nastały już takie czasy i tak naprawdę faceci się od siebie niczym poza wyglądem nie różnili. Nie chciała sobie wyrabiać zdania na jego temat, ale jak okazałoby sie, że i on uciekł od partnerki to by chyba po prostu nie wytrzymała - Tutaj nie ma na do narzekać - uśmiechnęła się do mężczyzny. Sweetwater było dobrym miejscem na odpoczynek, przynajmniej dla nowo przyjezdnych. Mogli się tutaj łatwiej ukryć. I tutaj ciężko będzie mu o spotykanie co chwilę nowej to osoby. Nie była to metropolia, gdzie na tą samą osobę wpada się raz na rok. A do baru też nie każdy chodził, więc było jeszcze to - Tydzień to i tak długo - uśmiechnęła się - Może to wioska, ale dzieje się tutaj tyle samo co w każdym mieście - tak jak było mówione, nie zamierzała narzekać na to miejsce - Byłeś na świecie kukurydzy? - z tego co mówił to był już wtedy w miasteczku, ale to nie znaczyło, że musiał tam być - Ciągle są tutaj organizowane jakieś ciekawe imprezy, gdzie w innym miejscu ich nie będziesz mieć. Poczujesz się tutaj jak w domu, zobaczysz - upiła kolejny łyk piwa - Chociaż mnie nie powinieneś słuchać, mieszkam tutaj od urodzenia, więc wiadomo, że będę chwalić to miasteczko - zaśmiała się.
    [Profil]
       
     
    Booker Caldwell




    w sweetwater
    od:
    miesiąca
    31

    żołnierz/drwal
    zajęcie

    you left a hole where my heart should be
    uczucie

    Booker

    Caldwell


    Wysłany: 2018-10-17, 09:33   
       IMIE / NICK: nie
       MULTIKONTA: Maxwell, Charles


    Pięciu lat? Nawet nie wpadła tu by posiedzieć z narzeczonym/mężem? To takie dziwne i jakby niemożliwe dla Bookera. Każdy prędzej czy później musiał trafić do takiego lokalu albo to on po prostu miał za słabą siłę woli. Przypuszczał, że nawet jeśli ktoś przyjeżdżał do Sweet to przez to, że miał tutaj jakąś przeszłość, nie wyszło mu w większym mieście. Jakby nie patrzeć sam Caldwell przecież spędzał tutaj za dzieciaka wakacje. Nie działo się to zbyt często żeby kojarzył nie wiadomo ile osób, ale no.. były osoby, które utkwiły w pamięci bruneta. Tak czy siak, można uznać, że Caldwell przyjechał tutaj jako ktoś nowy, ktoś kto nie znał okolicy i nie potrzebował nie wiadomo czego. Maisie skutecznie go przekonała, że Sweetwater może zostać jego takim drugim domem, że może tutaj zacząć na nowo. Uwierzył jej, jak na razie niby szło to w tym kierunku. Nie chciał przenosić się do innego, wielkiego miasta. Chciał spróbować czegoś nowego i w taki oto też sposób znalazł się tutaj. - Chicago, nie polecam - oznajmił krótko bo według niego to małe miasteczko lepiej wypadało od miejsca w którym się wychował. Jasne, może się to zdanie zmienić jak pomieszka tutaj dłużej, zacznie wpadać na te same osoby. Dopóki tak nie było no to nie mógł powiedzieć złego słowa na temat tej mieściny. Betsy mogła być spokojna i pytać o co tam chciała, o ile nie zacznie wchodzić na jakieś bardzo prywatne tematy, których Booker wolałby unikać to... otrzyma odpowiedź na każde z pytań. Nie odczuwał na razie potrzeby by zostawić kobietę i pójść obić komuś ryja. Nie wyglądało to tak jak sobie wyobrażał brunet, ale też nie było takie straszne by zechciał uciec. Blondynka miała wyrobione zdanie o facetach, a Caldwell miał wyrobione zdanie o kobietach. Zresztą to nic dziwnego, ale nie zamierzał się przez to jakoś zniechęcać. Może jakoś by zapulsował gdyby powiedział, że to żona go zostawiła, ale kto tam to wie. - Nie ma na co narzekać? - powtórzył za Crawford bo trudno było w to uwierzyć. Zawsze znajdzie się jakiś powód, nawet ten najmniejszy by na coś ponarzekać. Tak więc nic dziwnego, że na twarzy Bookera pojawiło się lekkie zaskoczenie. - Ach.. Czyli po tygodniu się już zebrało tego zdecydowanie za dużo, rozumiem - nie zamierzał ciągnąć kobiety za język bo widać, że chciała uniknąć tego tematu. - Nie, nie byłem.. - co miał więcej powiedzieć? Że lepiej by nie chodził na razie na takie imprezy bo mógł tylko narobić więcej problemów? Jeszcze za wcześnie by mówić o sobie takie rzeczy, zdecydowanie za wcześnie. - Jak na razie, po tym miesiącu to mi się tutaj podoba - jeszcze jak w domu się nie czuł chociaż niewiele było do tego potrzeba. - Czemu nie powinienem słuchać? Właśnie jeśli tu mieszkasz od urodzenia to Twoje zdanie chciałem poznać. Nie każdy tak dobrze mówi o miejscu w którym spędził całe swoje życie, więc.. - to chyba było proste, prawda? Wypił do końca piwo, które było w kuflu i odsunął go na bok.

    [Profil]
     
     
    Betsy Crawford




    w sweetwater
    od:
    urodzenia
    30

    właścicielka kwiaciarni
    zajęcie

    co teraz?
    uczucie

    Betsy Kaylee

    Crawford


    Wysłany: 2018-10-17, 09:53   
       IMIE / NICK: monroe
       MULTIKONTA: Caia, Jim


    Nie przekroczyła progu tego miejsca i podobnych do niego przez pięć lat. Nie potrafiła się w sobie zebrać żeby się tutaj zjawić. Miała wrażenie, że każdy z tych ludzi może być zagrożeniem na drodze dla kogoś niewinnego. A tutaj ludzie nie bali się, potrafili się napić i wsiąść za kółko nie myśląc o konsekwencjach, a ona nie chciała na to patrzeć. Narzeczony tutaj przychodził, ale w ostatnim czasie zaczął pić też regularnie w domu. Betsy nie miała z tym łatwo, bo wiedział co ona myśli o piciu, a mimo wszystko to robił. Więc nawet dla towarzystwa nie mogłaby z nim przyjść do baru. Nie mogła patrzeć jak się staczał. I jak bardzo ma ją i jej uczucia gdzieś - Byłam tam kilka razy, ale nigdy nie dłużej niż na weekend. Miło wspominam - mieszkać gdzieś, a odwiedzać miasto tylko na kilka dni to była spora różnica. Jednak patrząc tylko na to co tam przeżywała to nie miała powodów do narzekań. Podobało jej się i tyle. Miała dobre wspomnienia, do których teraz już nie chciała wracać, ale mimo wszystko każdy dzień tam spędzony mijał jej z uśmiechem na ustach.
    Nie zamierzała wchodzić na jakieś prywatne tematy, a przynajmniej nie teraz. Później będzie przez nią przemawiać alkohol, to kto wie co się wydarzy, może zadać mu kilka niewygodnych pytań - Nie mogę mówić za wszystkich, ale ja nie mam powodów do narzekania, jeśli chodzi o to miasteczko - bo inna sprawa była, że miała powody do narzekania jeśli chodziło o płeć brzydką - Zawsze dobrze mi się tutaj żyło. Nie każdy jednak pewnie może powiedzieć to samo - wszyscy ludzie mieli inne doświadczenia, każdy patrzył na wszystko z innej perspektywy - W sumie to się zbierało od dawna, ale punkt kulminacyjny był niedawno.
    - Oh żałuj! Musisz się wybierać na tego typu imprezy - Betsy uwielbiała te wszystkie spędy jakie były tutaj organizowane - Czasami ludzi ponoszą nerwy i kończą w szpitalach, albo areszcie, ale idzie się przyzwyczaić - uśmiechnęła się. Nie miała pojęcia, że on sam pewnie wylądował by w którymś z tych miejsc po jakiejś bójce. Jednak takie rzeczy na imprezach były czymś normalnym, nikt nie zwracał na to uwagi. Ostatnio nawet na urodzinowej imprezie solenizant oberwał, więc było wesoło - W sumie nie rozmawiałam nigdy z żadnym znajomym co sądzi o Sweetwater, więc nie wiem jakie mają zdanie, ale wydawało mi się zawsze, że każdy kocha miejsce z którego pochodzi, ale widocznie się mylę - wzruszyła ramionami - Najlepiej jakbyś pojawił się na jakimś festynie, albo jakiejś imprezie to wtedy zobaczysz jak tu jest naprawdę. Mogę opowiadać Ci jak tu jest cudownie, ale musisz przekonać się na własnej skórze. No mam nadzieje, że nie dosłownie i nikt Cię nie pobije - uśmiechnęła się do niego - Na to tylko będziesz musiał uważać - ona jeszcze miała trochę do dokończenia piwa.
    [Profil]
       
     
    Booker Caldwell




    w sweetwater
    od:
    miesiąca
    31

    żołnierz/drwal
    zajęcie

    you left a hole where my heart should be
    uczucie

    Booker

    Caldwell


    Wysłany: 2018-10-17, 10:47   
       IMIE / NICK: nie
       MULTIKONTA: Maxwell, Charles


    Potrafiłby chyba to zrozumieć, nikt nie chciał patrzeć na to jak osoba, która jest dla nas bliska, ważna się po prostu stacza. Szkoda, że wcześniej tak na to nie patrzył, kiedy z powodu pracy, rozpadało się jego małżeństwo. Choć czy powinien się obarczać poczuciem winy? Była żona doskonale wiedziała z czym wiążę się małżeństwo z wojskowym. Nie obiecywał jej niczego, że rzuci pracę, że będzie przy niej. Była ona dla niego zbyt ważna, jak widać nawet ważniejsza od ratowania swojego związku, ale no co zrobisz? Przez swoje decyzje stał się takim, a nie innym facetem. Stwarzając pozory tak jak teraz, że jest kimś całkiem normalny, bez większych problemów. Jakby dodać do tego wszystkie spożywanie większej ilości alkoholu no to... nie było to zbyt dobre połączenie, które zdecydowanie by nie przypadło zapewne Betsy do gustu. Na szczęście nie zamierzał się na ten moment dzielić z kobietą takimi informacjami, choć im więcej zacznie pić bym bardziej jego gorsza strona może zacząć przejmować kontrolę. - Powiem tak, jeśli chcesz odpocząć, pojechać tam właśnie na taki weekend to jest to idealne miejsce. Jednak do takiego stałego życia jak dla mnie się nie nadaje - wzruszył obojętnie ramionami. Może przemawiała przez niego niechęć do tego miasta, która wzięła się z ostatnich wydarzeń? Każdy miał prawo do swojego zdania, a Booker właśnie miał takowe, a nie inne. Nie mógł powiedzieć, że nie ma dobrych wspomnień, ale zdecydowanie było ich mniej niż tych gorszych. Jasne, że po spożyciu większej ilości alkoholu mogą zacząć paść różne pytania, był na to przygotowany, chyba... Najwyżej zmieni temat unikając w ten sposób odpowiedzi, wszystko zależy od tego o co Crawford zacznie go pytać. - Nie no, chodzi o to by mieć wyrobione swoje własne zdanie - nie mówił, że ma odpowiadać za innych, tak? Chodziło by podzieliła się z nim tak jakby swoimi przeżyciami, o. - To jasne, Tobie akurat pasuje wszystko, a komuś tam mogą przeszkadzać skrzypiące drzwi na wejściu do lokalu - ważne by nie sugerować się za bardzo opinią innych, a samemu, na własnej skórze się przekonać. - Cóż takiego było tym punktem kulminacyjnym? - nie był pewien czy powinien zadać takie pytanie, ale no już to zrobił. - Napewno będzie jeszcze okazja bym się na taką wybrał - zawsze to jakaś nowość, forma rozrywki. - Czyli taka normalna, wiejska impreza, gdzie ludzie po alkoholu obijają sobie mordy - zaśmiał się pod nosem bo w sumie od zawsze tak sobie wyobrażał takie imprezy. Tylko chyba to już nikomu nie przeszkadzało i bójki podczas takich spędów były już czymś normalnym, prawda? - Serio? Nie pytałaś żadnego znajomego jak się tutaj czuje? Dziwne.. - on za czasów jego pobytu w Chicago często poruszał takie tematy, a nawet jeśli nie sam Caldwell to któryś z jego znajomych. Wszystko zależy od tego kto, jakie ma przeżycia z miejscem z którego pochodził. - Skorzystam z tej rady skoro tak chwalisz sobie te festyny oraz imprezy... Nawet jeśli ktoś by chciał mnie pobić to próbować zawsze może... Tylko musi uważać by to on nie skończył jako ten pobity - posłał blondynce tajemniczy uśmieszek zerkając kątem oka na bar.

    [Profil]
     
     
    Betsy Crawford




    w sweetwater
    od:
    urodzenia
    30

    właścicielka kwiaciarni
    zajęcie

    co teraz?
    uczucie

    Betsy Kaylee

    Crawford


    Wysłany: 2018-10-17, 11:05   
       IMIE / NICK: monroe
       MULTIKONTA: Caia, Jim


    Ona związała się z normalnym chłopakiem, który też był w wojsku i obecnie był na przymusowym wolnym, ale wytrzymywała to, nie zamierzała od niego odchodzić. Nawet przez problemy psychiczne jakie przechodził po tym co się wydarzyło na misji. Jednak picie to nie było coś na co godziła się od początku, nie wchodziła w związek z alkoholikiem. Mimo wszystko wytrzymywała, chciała mu pomóc, ale z dnia na dzień było tylko i wyłącznie gorzej. A on ją w końcu rzucił przez jej problemy z płodnością. Jakby nie wystarczająco wiele musiała znosić, to musiał jej jeszcze dokopać. Sama pragnęła mieć dziecko, ale jeśli nie mogła to przecież go nie wyczaruje.
    Nie liczyła na to, że jej były zastanowi się co zrobi i wróci. Bo w wielu przypadkach było tak, że ludzie zaczynali myśleć dopiero jak wszystko się skończyło. Tak może być też przecież w przypadku Booker'a i jego żony. I to nie tak, że on dojdzie do jakichś wniosków, ale jego była partnerka. O ile było co jeszcze ratować. Bo Caldwell mógł ruszyć na przód i nie chcieć wracać do tego co było.
    Gdyby Booker był kimś ważnym w jej życiu to by może jego picie, agresja robiło na niej wrażenie, ale póki co był dla niej zupełnie obcym facetem, więc mógł sobie robić co chciał. Betsy troszczyła się o ludzi, ale tylko o tych bliskich sobie. Gdyby miała troszczyć się o każdego to by chyba oszalała i wylądowała a zamknięciu - Czemu aż tak źle Ci tam było? - jak to kobieta, była po prostu ciekawa czemu aż tak bardzo nie lubi Chicago, nie musiał jej od razu opowiadać nie wiadomo czego, chyba, że czuł taką potrzebę. Siedziała grzecznie i słuchała go, doradzić by mu pewnie nie mogła, bo była ostatnią osobą do takich rzeczy.
    Kiedy zapytał o ten punkt kulminacyjny tylko się uśmiechnęła i pokręciła głową. Nie tylko ona była przy tym stoliku ciekawskim człowiekiem - Narzeczony mnie rzucił, po ponad dwunastu latach związku - nie zamierzała jakoś tego ukrywać - Więc można to uznać za całkiem niezły powód do picia, prawda? - i jak już o tym wspomniała złapała za swój kufel i dopiła to co jej zostało. Zaczepiła przechodzącą obok kelnerkę i poprosiła żeby przyniosła im jeszcze raz to samo - Mówi się, że jak ktoś na takim spędzie nie dostanie w ryj to impreza się nie udała. I chyba coś w tym jest - zaśmiała się. Tutaj każdy był już przyzwyczajony, że ktoś musiał oberwać. Nie wszyscy tutaj się kochali, więc gdy byli razem, w niewielkim pomieszczeniu to kiedyś nerwy musiały puścić - Ohoho, twardziel się trafił - zaśmiała się kiedy powiedział, że to ktoś inny skończy pobity - A jak masz wprawę w bójkach to to miasto jest dla Ciebie - uśmiechnęła się.
    [Profil]
       
     
    Booker Caldwell




    w sweetwater
    od:
    miesiąca
    31

    żołnierz/drwal
    zajęcie

    you left a hole where my heart should be
    uczucie

    Booker

    Caldwell


    Wysłany: 2018-10-17, 11:51   
       IMIE / NICK: nie
       MULTIKONTA: Maxwell, Charles


    Tak samo myślała była żona Bookera. Na samym początku wszystko było wręcz idealnie, wielka miłość, planowanie przyszłości. Z czasem tylko wszystko zaczęło się wypalać, a przynajmniej ze strony kobiety. Chyba to jest coś normalnego u żołnierzy, że zamiast z kimś pogadać wolą zacząć zaglądać do butelki. Ten fakt też mógł oddalić Caldwella od byłej ukochanej, kto tam wie. Nie chciał się nad tym zastanawiać bo nie zamierzał rozdrapywać starych ran. Tu przynajmniej narzeczony Betsy miał od niej jakąś pomoc, a brunet? Jedyne co to słyszał kolejne zarzuty w swoją stronę. Nawet jeśli kochał, to wiedział, że tak dalej nie mogło być. Był przygotowany na to, że w końcu rzuci mu papierami rozwodowymi w twarz, ale mimo to nie potrafił się jakoś z tym pogodzić. O dziecku nawet nie rozmawiali, ale sądził, że to chyba było normalne. Skoro nie potrafili normalnie się dogadać to gdzie tu mowa o jakimś potomku. Na to było zdecydowanie za późno, była partnerka mężczyzny wyglądała dość pewnie, przekonująco w tym co robi. Nie łudził się, że do niego wróci, a nawet tego nie chciał. Po to przyjechał do Sweetwater by zapomnieć o tym, zacząć na nowo. Nie ma mowy o żadnym powrocie do przeszłości bo to nie jest bajka dla bruneta. Nawet jeśli miał podążać ciemną ścieżką, która nie doprowadzi go do niczego dobrego... Niech tak będzie. Może i tak było, ale liczy się zawsze to pierwsze wrażenie, prawda? Bo mógł się założyć, że inaczej by na niego w tym momencie patrzyła gdyby wiedziała jaki jest. Nie było tu mowy o żadnym troszczeniu się bo tego to już miał aż nadto. - Rozwód, śmierć siostry.. To chyba wystarczające powody do opuszczenia miasta, nie sądzisz? - nie rozdrabniał się za bardzo na żaden z tematów. Odpowiedział tak ogólnikowo by jedynie zaspokoić w jakimś stopniu ciekawość blondynki. Skoro już rozmawiali to mogli pokusić się o to by rzucić innym pytaniem, zahaczającym o życie prywatne. - Skąd ja to znam... Widzisz, mnie to rzuciła żona, więc coś nas łączy - zaśmiał się dość głośno wzruszając na koniec ramionami. Nie tylko on najwidoczniej miał takie zajebiste szczęście, ale nie żeby to był jakiś powód do radości. - Nawet bardzo dobry tylko czy nie szkoda tracić czasu na taką osobę? - w końcu jakby nie patrzeć przeszkadzał jej fakt, że były narzeczony pił, a teraz sama to robiła. Jasne, pewnie chodziło o to, że nadal był ważny dla Crawford, ale mogła jakoś inaczej spożytkować ten czas. - Chyba to rozumiem, jak jest nuda, a ktoś komuś przywali to od razu impreza rozkręca się na nowo - to i tak dobrze jeśli osoby, które za sobą nie przepadały wytrzymywały do jakiegoś tam momentu. - Twardziel? Nie, po prostu jestem facetem, bójki nie powinny być mi obce - uśmiechnął się blado bo to nie był jakiś powód do dumy, że lubi czasem komuś bez powodu przywalić, ale no z tym już nic nie zrobi.

    [Profil]
     
     
    Delilah Waters




    w sweetwater
    od:
    zawsze
    28

    księguje, a po godzinach kłócę się o pensjonat
    zajęcie

    she used to love him a lot
    uczucie

    Delilah

    Waters


    Wysłany: 2018-11-08, 22:57   
       IMIE / NICK: Izka
       MULTIKONTA: Wesley, Shelley


    Miała wrażenie, że tutaj nie pasuje. Chociaż może był to po prostu szok związany z kompletną zmianą trybu życia. Mimo tego, że rzadko kiedy wracała, po powrocie stara znajoma zaprosiła ją na piwo i “nadrobienie zaległości”. Nnie miała nic przeciwko spotkaniu. W końcu mogła wyrwać się na trochę z rodzinnej domuy, poobcować z ludźmi. To nie musiała być katastrofa, prawda?
    Na miejscu okazało się, że jej stara przyjaciółka zmieniła się bardziej niż mogłaby się tego spodziewać. Tematy rozmów dość szybko się wyczerpały. Lorna wypiła jeszcze jedno piwo w jej towarzystwie, podczas którego obie próbowały nawiązać chociaż najmniejszą nić porozumienia. Najwidoczniej im się nie udało, bo kobiety nie było już przy stoliku od jakiegoś czasu. Wkrótce odnalazła ją przy barze, siedzącą z jakimś mężczyzną. Rozpoznawała jego twarz, ale nie potrafiła połączyć jej z żadnym konkretnym nazwiskiem lub też ksywką. Atmosfera w barze powoli zaczynała robić się nieprzyjemna. Dziwne. Za jej czasów Triangle był porządnym barem. Miała zamiar skorzystać z łazienki, poprosić o rachunek i zniknąć stąd najszybciej jak to możliwe. Niestety jej plan nie do końca wypalił.
    Kompletnie nie wiedziała jak ma zareagować na tą bójkę, ale z pewnością nie miała zamiaru próbować wchodzić między mężczyzn, bo była pewna, że wtedy sama skończy nie najlepiej. Krzyknęła na barmana, by zrobił coś z widowiskiem, które zaczynało cieszyć się coraz większą ilością gapiów. Zareagowała dopiero, gdy jeden z nich padł na ziemię jak bela. Podbiegła do niego, patrząc ostro na tego, który wymierzył cios. - Czyście poszaleli? -
    [Profil]
     
     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    [ ODPOWIEDZ ]
    Możesz pisać nowe tematy
    Możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Wersja do druku
    Dodaj temat do ulubionych

    Skocz do:  



  • Poszukiwane osoby chętne do pracy na Ranchu Hayesa. Doświadczenie niewymagane, stawka godzinowa. Więcej informacji na Ranchu.
  • Znaleziono kota. Rudy z czarną obróżką. Nie reaguje na żadne imię i nie daje mi spokoju. Czyjkolwiek jest, daję wam tydzień, później uznaję, ze jest mój. numer telefonu
  • W związku z licznymi szkodami wyrządzonymi przez nawałnice, ogłoszono zbiórkę datków i żywności dla osób pokrzywdzonych. Dary będą obierane w Domu Kultury przez najbliższy tydzień w godzinach 8:00-15:00
  • Październik miłością stoi! Muriel Matthews wraz z pastorem zapraszają pary przygotowujące się do wejścia w związek małżeński, młode małżeństwa oraz tych, którzy napotkali na swojej drodze pewne trudności na cykl spotkań poświęconych rodzinie. Jeśli ty i twoja druga połowa chcecie wziąć udział w spotkaniu - wystarczy wysłać zgłoszenie na konto Muriel bądź Pastora.


  • CHCESZ BY TWOJE OGŁOSZENIE ZNALAZŁO SIĘ NA TABLICY?
    SKORZYSTAJ Z KODU W ZAMÓWIENIACH.



    Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 6