Sweetwater
tennessee

na forum mamy
listopad

pogoda
Dni stawały się coraz krótsze, a noce chłodniejsze. Temperatury raz wzrastały, do nawet 20 stopni, tylko po to, aby po kilku dniach spaść gwałtownie do 12. Nad ranem nad całym miasteczkiem utrzymywały się mgły, dopełniając malowniczy, jesienny pejzaż Sweetwater.
W ostatnim czasie przycichły plotki o planowanym, nielegalnym rodeo. Niektórzy zaczęli nawet uważać, że takowe się zwyczajnie nie odbędzie; że organizatorzy temu wyzwaniu nie podołali. Choć kto wie, może to tylko cisza panująca przed burzą i jeszcze będziemy musieli odwołać te słowa? Nawet jeśli do tego wydarzenia nie dojdzie, to listopad oferuje nam inne, wcale nie mniej ważne. A mianowicie na końcówkę tego miesiąca przypada finał rozgrywek rugby. Z tej okazji, tak samo jak miało to miejsce w latach poprzednich, na transmisje finałów zapraszamy wszystkich do baru Triangle. Pierwsze piwo będzie oczywiście darmowe.
  • 09/11 To już ostatnie dni, aby odwiedzić farmę dyń u Fontozzi [ więcej ].
  • 01/09 Serdecznie witamy wszystkich w Sweetwater!




  • Poprzedni temat «» Następny temat
    #1
    Autor Wiadomość
    Katherine Auburn
    Burn baby, burn!




    w sweetwater
    od:
    Zawsze
    31

    Prowadzę farmę
    zajęcie

    nienawidzę Hayesa i tonę w jego oczach jednocześnie.
    uczucie

    Katherine

    Auburn


    Wysłany: 2018-10-31, 14:33   #1
       IMIE / NICK: Chestershire Cat
       MULTIKONTA: John, Teddy


    Katherine podjechała pod dom znajomej pani doktor niemal z piskiem opon. To wszystko nie chciało jej się zmieścić w głowie. Była niemal pewna że od września jej dotychczas spokojnie życie było jakimś, naprawdę nieśmiesznym żartem. Nie dość że zaręczono ją z największym wrogiem, jej matka i przyjaciółka cierpiały na raka to jeszcze poznała kogoś, z kim mogłaby spędzić swoje życie (oczywiście, nigdy nie przyznałaby czegoś takiego na głos). Kogoś dla kogo najwidoczniej była tylko krótkim epizodem i z kim, prawdopodobnie była w ciąży.
    Kobieta miała naprawdę wielką nadzieję że ginekolog najzwyczajniej w świecie popełniła jakiś błąd, bądź coś padło jej na głowę i podała jej naprawdę błędną diagnozę, w końcu przecież przez cały ten cholerny czas brała te pieprzone tabletki !
    Kat wyskoczyła z auta po to by zapukać krótko do drzwi panny Blackbourn mając nadzieję że wyprowadzi ją z błędu. Doskonale wiedziała, że jej znajoma jest dobrym lekarzem i była pewna, że mimo iż jest zwykłym internistą z pewnością zna się na wynikach badań czy USG.
    Gdy tylko Ivy otworzyła jej drzwi Katherine wparadowała do jej domu niczym huragan i naprawdę nie ciężko było zobaczyć że targają ją emocje, jej oczy rzucały gromami, szczęki były zaciśnięte, jak samo jak palce jej dłoni.
    - Przepraszam że cie nachodzę.- mruknęła gdy pani doktor tylko zamknęła, kobieta niemal od razu wyjęła plik wyników badań krwi, jak i usg po których ginekolog stwierdziła że ta jest w ciąży i wręczyła je kobiecie. - Byłam wczoraj u ginekologa ale mam wrażenie że postawiła złą diagnozę. - powiedziała nerwowo, a jej dłonie znów zacisnęły się na pasku od torby.

    Boy you got me
    Helpless!
    Look into your eyes, and the sky’s the limit
    I’m helpless!
    Down for the count, and I’m drownin’ in ‘em
    [Profil]
       
     
    Ivy Blackburn




    w sweetwater
    od:
    od zawsze
    32

    pani doktor
    zajęcie

    hold on i still need you
    uczucie

    Ivy

    Blackburn


    Wysłany: 2018-10-31, 19:24   
       IMIE / NICK: N.
       MULTIKONTA: Jo, Rylee


    #2

    Ivy tego wieczoru najzwyczajniej w świecie siedziała sobie w domu i odpoczywała po całym dniu w pracy. Niedawno zjadła kolację, podlała kwiaty, wymieniła na świeże bukiety w wazonach i nalała sobie lampkę wina, coby się lekko rozluźnić. Siedziała na kanapie w salonie i oglądała pewnie jakiś wyciskacz łez, gdy dostała dziwnego sms'a od Kath, Oczywiście bez wątpienia szybko odpisała kobiecie, żeby przyjechała, bo bardzo ją to zmartwiło. Myślała, że może chodzi o matkę kobiety lub coś w tym stylu. Gdy usłyszała dzwonek do drzwi czym prędzej pobiegła otworzyć.
    - Cześć. Nic się nie dzieje, naprawdę. Wiesz, że moje drzwi zawsze są otwarte - Uśmiechnęła się lekko i wpuściła kobietę do środka. Od razu zauważyła,że coś jest nie tak. Była roztrzepana, rozkojarzona i jakby... zagubiona? Ciężko powiedzieć. Kobiety przeszły do salonu, gdzie Ivy gestem ręki nakazała znajomej usiąść a następnie wzięła od kobiety plik badań i sama usiadła uważnie się im przyglądają. Zmarszczyła czoło odczytując wyniki, które dla niej były niestety albo i stety równoznaczne. - Kath, nie wiem co chciałabyś usłyszeć i czy dla Ciebie to dobra czy zła wiadomość ale... jesteś w ciąży - Spojrzała na kobietę uważnym wzrokiem i uśmiechnęła się niepewnie. - Gratuluję? - Mruknęła niepewnie bo w sumie nie wiedziała czego się po kobiecie spodziewać. Ona osobiście cieszyłaby się z takiej wiadomości, a nie do końca wiedziała jak na to zareaguje Katherine.

    [Profil]
     
     
    Katherine Auburn
    Burn baby, burn!




    w sweetwater
    od:
    Zawsze
    31

    Prowadzę farmę
    zajęcie

    nienawidzę Hayesa i tonę w jego oczach jednocześnie.
    uczucie

    Katherine

    Auburn


    Wysłany: 2018-10-31, 20:36   
       IMIE / NICK: Chestershire Cat
       MULTIKONTA: John, Teddy


    Katherine nie była jednak w stanie, jak zawsze odwzajemnić uśmiechu dziewczyny. W tym momencie o wiele bardziej przejęta była nadzieją że może jednak nie jest w tej piekielnej ciąży, że jednak nie jest tak głęboko w bagnie jak sądzi i jeszcze wybrnie z tego obronna ręką.
    - Wiem, dlatego przyjechałam.- odpowiedziała jedynie a w jej głosie było słychać swego rodzaju wdzięczność, tak rzadko u niej widzianą. I naprawdę nie wiedziała czemu ale miała wrażenie że kobieta może być jej ostatnią deską ratunku w tej absurdalnej sytuacji.
    Kobieta przeszła do salonu i usiadła na kanapie nerwowo wpatrując się w panią doktor gdy ta przyglądała się uważnie jej wynikom. Na pierwszy rzut oka widać było że jest zdenerwowana całą, zaistniałą sytuacją. Jej twarz była blada, szczęki zaciśnięte a ręce nerwowo bębniły o blat stolika.
    Gdy usłyszała, jak Ivy potwierdza wyniki badań ponownie miała wrażenie że jej świat właśnie się zawala. Zawsze chciała mieć dzieci, nie sądziła jednak że będzie jej to dane w tak chujowym okresie jej życia, bo naprawdę nie dało się tego inaczej nazwać. Kat wzięła głęboki oddech a jej spojrzenie utkwiło w twarzy Blackburn.
    - Jak to jest możliwe, Ivy? Cały czas brałam tabletki..- zapytała, mając nadzieję że wtedy, może chociaż trochę zrozumie dlaczego musi teraz walczyć jeszcze z tym. W końcu, według niej miała już naprawdę wystarczająco przygód w życiu.
    Katherine schowała twarz w swoich dłoniach, na jedną krótką chwilę. - Możesz wypisać mi skierowanie do kliniki aborcyjnej czy muszę jechać do ginekologa?- spytała beznamiętnie, w końcu podczas wczorajszego wieczora podjęła już decyzję, której nie miała zamiaru zmieniać.

    Boy you got me
    Helpless!
    Look into your eyes, and the sky’s the limit
    I’m helpless!
    Down for the count, and I’m drownin’ in ‘em
    [Profil]
       
     
    Ivy Blackburn




    w sweetwater
    od:
    od zawsze
    32

    pani doktor
    zajęcie

    hold on i still need you
    uczucie

    Ivy

    Blackburn


    Wysłany: 2018-11-02, 12:21   
       IMIE / NICK: N.
       MULTIKONTA: Jo, Rylee


    Ivy już od wejścia widziała, że z Kath jest coś nie tak. Jej zachowanie, gesty. Wszystko wskazywało na to, że kobieta jest dość mocno zdenerwowana, więc to, że nie odwzajemniła uśmiechu czy cokolwiek, wcale jej nie dziwiło. Sama wiele razy miała po prostu takie dni, że nie miała ochoty się uśmiechać nawet na siłę, tylko po to, żeby być dla kogoś miłym. A niestety niektórzy ludzie oczekiwali tego i odbierali dość dosadnie, jeżeli ktoś nie odwzajemnił ich głupiego, często nieszczerego uśmiechu - chore.
    Widząc reakcję Kath, Ivy już od razu domyśliła się, że najwidoczniej nie to kobieta chciała usłyszeć. Wolałaby, gdyby Blackburn powiedziała wszystko wręcz odwrotnie, ale... Nie mogła się mylić. Wyniki wskazywały jasny na stan błogosławiony kobiety. Ivy zerknęła na nie jeszcze kilka razy i pokręciła głową, no bo nic innego nie mogła wyczarować.
    - Kath, tabletki i każda inna antykoncepcja nigdy nie dają 100% pewności, ochrony. To tak nie działa i takie rzeczy się zdarzają. Rzadko, bo rzadko, ale jednak... Mogłaś również nieświadomie pominąć tabletkę, wziąć później, cokolwiek, a wtedy organizm jest bardziej wyczulony. Tak czy inaczej wynik jest jednoznaczny - Wytłumaczyła najprościej jak się dało, bo przecież nie będzie jej sypała jakimiś lekarskimi regułkami. Były w domu, między sobą, więc chciała z nią rozmawiać tak, aby wszystko dokładnie zrozumiała. Widząc reakcję kobiety, Ivy westchnęła cicho. Nie sądziła, że to aż tak nią wstrząśnie. Przysunęła do siebie czystą szklankę, która stała na stoliku, nalała do niej wody z cytryną i miętą z dzbanku i podsunęła w stronę kobiety. - Napij się, Kath, dobrze Ci to zrobi - Położyła rękę na jej ramieniu przyglądając się jej uważniej. Ivy nie miała pojęcia o tym co dzieje się w życiu kobiety. Wiedziała o jej matce, okej, więc może rzeczywiście dlatego wydawało się jej, że to nie jest najlepszy moment, ale... Ale pytanie, które usłyszała po chwili totalnie ją wmurowało. Tego się nie spodziewała. Zamrugała szybko powiekami i pokręciła lekko głową.
    - Katherine, mówisz poważnie? - Zapytała z niedowierzaniem i odwróciła swój wzrok pogrążając się na chwilę w swoich myślach. To było dla niej trudne. Z jednej strony była lekarzem i nie powinna podważać decyzji pacjentów, ale z drugiej... Była kobietą i niedoszłą matką. Nigdy nie zabiłaby życia, które miało zapisane w swoim losie pojawić się na tym świecie. - Nie możesz podjąć tej decyzji pochopnie, Kath. Zastanów się dobrze. Rośnie w Tobie nowe życie. Chcesz się go tak po prostu... pozbyć? - Spojrzała na nią unosząc jedną brew do góry i westchnęła głośno. - Ja rozumiem, że przechodzisz teraz ciężkie chwilę ze względu na chorobę mamy, ale to naprawdę nie jest powód do podjęcia takiej decyzji. Będziesz tego żałować do końca życia, uwierz mi, wiem co mówię... - Spuściła swój wzrok, ponieważ jej oczy lekko się zaszkliły. Mimo, że minęło już dużo czasu, wspomnienie o dziecku, które straciła wciąż bolało. Szczególnie w takich sytuacjach. Gdy gdyś świadomie nie chciał dziecka, a ona swoje straciła, chociaż pragnęła go najbardziej na świecie.

    [Profil]
     
     
    Katherine Auburn
    Burn baby, burn!




    w sweetwater
    od:
    Zawsze
    31

    Prowadzę farmę
    zajęcie

    nienawidzę Hayesa i tonę w jego oczach jednocześnie.
    uczucie

    Katherine

    Auburn


    Wysłany: 2018-11-02, 15:52   
       IMIE / NICK: Chestershire Cat
       MULTIKONTA: John, Teddy


    Katherine słuchała uważnie kobiety, gdy ta tłumaczyła jej działanie tabletek. Katherine była święcie przekonana że nie ominęła ani jednej z tabletek, które brała zwłaszcza gdy w jej życiu pojawił się ten dupek, który był ojcem rosnącego w niej dziecka, które z resztą nigdy miało się nie narodzić.
    - Kurwa.- mruknęła tylko, dając jej znać że dotarły do niej jej słowa, które rozumiała aż nazbyt dobrze. Niestety wcześniej nie przyszło jej to nawet do głowy by pomyśleć o dodatkowym zabezpieczeniu - komu z resztą by przyszło w momencie kiedy wiesz, że od kilku lat regularnie przyjmujesz tabletki antykoncepcyjne? No właśnie. Teraz musiała zapłacić za swoją głupotę i za to, że uwierzyła w wyznania jakie padły z ust pewnego mężczyzny.
    - Wolałabym whisky albo jakiś bimber..- powiedziała cicho, ujęła jednak szklankę w swoje dłonie, uważnie się jej przyglądając po to by później upić z niej kilka łyków, kobieta nawet nie zarejestrowała dłoni pani doktor na jej ramieniu, szybko rozważyła jeszcze raz wszystkie za i przeciw po to by potwierdzić się,w podjętej wczorajszego dnia decyzji.
    Westchnęła ciężko, a jej spojrzenie powędrowało ku Ivy która odwróciła wzrok. Katherine nie wiedziała o tragedii, przez jaką przeszła kobieta siedząca obok, to też jedynym co zrobiła to skrzywiła się słysząc pełną formę swojego imienia, za którym nie przepadała.
    O dziwo wysłuchała kobietę do końca, nie przerywając jej ani nie robiąc awantury, w końcu potrzebowała od niej skierowanie do tej pieprzonej kliniki a panna Blackbourn była najbliżej znajdującym się lekarzem. A może podświadomie czuła, że doktor nie pozwoli jej zrobić tego z dnia na dzień?
    - Tak Ivy, jestem pewna. Tu nie chodzi tylko i wyłącznie o moją matkę, jakiś czas temu ojciec zaręczył mnie z gościem którego nienawidzę, skurwiel umiera na raka i chcą mnie za niego wydać w grudniu. Problem w tym że kto inny jest ojcem dziecka, ojcem jest inny skurwiel, taki który jak się okazało leciał na dwa fronty sądząc że w Sweetwater to ukryje...- nie miała pojęcia, dlaczego w ogóle mówi kobiecie o tym, co wydarzyło się w jej życiu, może najzwyczajniej w świecie chciała porozmawiać z kimś, kto nie jest w to wszystko zaplątany? A może chciała, by kobieta zrozumiała jej motywację i dlaczego podjęła taką, a nie inną decyzję? - Muszę to zrobić Ivy, do tego wszystkiego moja przyjaciółka umiera na białaczkę a ja mam na głowie ją, matkę, dom i farmę. Tak będzie o wiele lepiej dla tego dziecka..- dodała jeszcze a szklanka znów powędrowała do jej ust, jakby nie wiedziała co powinna teraz ze sobą zrobić.
    Dopiero po dłuższej chwili dotarły do niej ostatnie słowa kobiety, i wierzcie mi lub nie, to był jedyny raz w życiu panny Auburn gdy poczuła wielkie zakłopotanie,w końcu prosiła ją by umożliwiła jej coś, co sama przeszła a po jej minie mogła wywnioskować że w porównaniu do Kat, ona nie zrobiła tego ze swojej własnej woli. A może najzwyczajniej hormony zaczynały jej szaleć?- Ja nie wiedziałam, wybacz.- dodała jeszcze, uważnie wlepiając niebieskie spojrzenie w Ivy.

    Boy you got me
    Helpless!
    Look into your eyes, and the sky’s the limit
    I’m helpless!
    Down for the count, and I’m drownin’ in ‘em
    [Profil]
       
     
    Ivy Blackburn




    w sweetwater
    od:
    od zawsze
    32

    pani doktor
    zajęcie

    hold on i still need you
    uczucie

    Ivy

    Blackburn


    Wysłany: 2018-11-02, 16:45   
       IMIE / NICK: N.
       MULTIKONTA: Jo, Rylee


    Niestety, żadna antykoncepcja nie dawała 100% pewności, ale ludzie często o tym zapominali, a potem żałowali pewnych decyzji. Takie rzeczy, "wpadki", niestety się zdarzały. Może nie jakoś super często, ale jednak i trzeba było się z tym liczyć i mieć tego świadomość. Ale przecież używając antykoncepcji - jednego ze środków - nikt nie myśli, żeby zaopatrzyć się jeszcze w jakiś jeden w razie "w". Więc nie ma się też co winić. Stało się i tyle.
    Słysząc słowa kobiety, Ivy pokręciła głową i westchnęła cicho.
    - Tego Ci póki co nie mogę zaoferować - Odpowiedziała krótko. Co do pełnego imienia, które użyła Blackburn, to było całkowicie celowe. Chciała, aby Kath zrozumiała powagę sytuacji i to, że jej decyzja wcale się nie podoba pani doktor. To nic, że akurat ona miała tutaj najmniej do gadania. Ale poza gabinetem swoje zdanie i zadowolenie wyrazić mogła. Ivy z uwagą słuchała tego co opowiadała jej towarzyszka i aż otworzyła szerzej oczy. Nie mogła uwierzyć w to, co słyszała. Myślała, że tego typu rzeczy dzieją się tylko w filmach bądź działy się kilkadziesiąt lat temu, ale teraz? Kto to widział, żeby rodzice decydowali za dorosłe dzieci z kim mają spędzić resztę życia. Całe szczęście, że ona nie musiała doświadczyć takich rzeczy. Z drugiej strony ona w życiu by się na to zapewne nie zgodziła. Nie zważając na żadne okoliczności, choroby rodziców itd. Była uparta i na głowę by sobie wejść nie dała.
    - Rzeczywiście, Kath, masz dosyć...skomplikowaną sytuację. Ale zastanów się dobrze czy usunięcie dziecka Ci w tym wszystkim cokolwiek pomoże? Nie pomyślałaś, że to może jego narodziny zmieniłyby Twoje życie na lepsze? - Cała Ivy, starała się w każdej sytuacji, nawet najbardziej beznadziejniej znaleźć coś dobrego. To znaczy w tym przypadku ona to dziecko oczywiście uważała za najlepsze, co mogło się przytrafić Auburn, ale sama kobieta tak nie uważała. - Nie chcę Cię pouczać ani nic w tym stylu, ale moim zdaniem powinnaś sobie odpowiedzieć na jedno podstawowe pytanie "czy chcesz mieć dziecko?". Powinnaś sobie na to odpowiedzieć na patrząc na to wszystko co się wokół Ciebie dzieje, nie zważając na sytuację. Musisz zapytać samej siebie czego TY chcesz. - Spojrzała na nią uważnie i założyła za ucho niesforny kosmyk włosów, który opadał jej na twarz. - Mężczyźni? Cóż, tutaj też musisz podjąć decyzję czy ojciec dziecka jest wart drugiej szansy od Ciebie. Jeśli nie, to uwierz, sama też dasz radę. Jeżeli rodzice dowiedzą się o tym, to może wszystko samo się rozwiąże. Nie będą zmuszać do żadnych ślubów a być może ucieszą się, że przyjdzie im jeszcze poznać wnuka bądź wnuczkę. Co do Twojej przyjaciółki i mamy, to podobnie. Myślę, że nie chciałyby, żebyś usunęła dziecko, aby w pełni zająć się nimi - Blackburn naprawdę szukała każdej deski ratunku, każdego pretekstu, aby odwieść Katherine od tego pomysłu. Nie chciała mieć na sumieniu żadnego nienarodzonego dziecka, to raz a dwa nie chciała, żeby brunetka żałowała tego do końca życia.
    Słysząc jej słowa Ivy pokiwała głową i otarła z kącika oczu jedną łezkę, która gdzieś tam się wydobyła jej oka. Spojrzała na swoją towarzyszkę i wzruszyła ramionami.
    - W sumie to nie jest żadna tajemnica, ale nie jest to też, coś czym mogłabym się chwalić - Uśmiechnęła się smutno i upiła łyka wina, które nalała sobie jeszcze zanim pojawiła się u niej kobieta. - Byłam mężatką, zaszłam w ciążę... Ale to był również dosyć ciężki okres w moim życiu. Zmarł mój ojciec, moja mama się całkiem załamała, ja miałam na głowie studia, naukę i rezydenturę, zarywałam nocki. Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży też początkowo byłam w szoku, ale później czułam się najszczęśliwszą kobietą na świecie. A później wszystko prysło, niczym bańka mydlana. Poroniłam, nie było mi dane potrzymać mojego dziecka na rękach. Straciłam wszystko. Męża, sens życia a nawet samą siebie. Długo mi zeszło zanim doszłam do siebie - Ivy opowiedziała jej swoją historię mając nadzieję, że kobieta jeszcze zastanowi się nad swoją decyzją. Bo to nie było coś o czym można było zadecydować od tak i myśleć, że nie będzie żadnych konsekwencji. To jest coś, co przeżywa się całe życie. - Dlatego proszę, Kath, przemyśl to jeszcze dobrze, bo wiem, że będziesz żałowała tego najbardziej na świecie. Nawet jeśli Ty nie będziesz chciała tego dziecka... Są rodziny, które tylko czekają na cud, a niestety nigdy go nie doświadczą. Adopcja jest już naprawdę lepszym rozwiązaniem, o ile można to tak nazwać, bo przynajmniej dasz temu dziecku życie - Blackburn miała nadzieję, że jej słowa w jakiś sposób dotrą do Kath i odwiedzie ją od tego pomysłu. Nie mogła do siebie dopuścić tego, że jej znajoma chce tak łatwo zrezygnować z okazji, którą postawił przed nią los. Naprawdę wierzyła, że jednak zmieni zdanie, urodzi dziecko i stwierdzi, że to była najlepsza decyzja w jej życiu.

    [Profil]
     
     
    Katherine Auburn
    Burn baby, burn!




    w sweetwater
    od:
    Zawsze
    31

    Prowadzę farmę
    zajęcie

    nienawidzę Hayesa i tonę w jego oczach jednocześnie.
    uczucie

    Katherine

    Auburn


    Wysłany: 2018-11-02, 18:44   
       IMIE / NICK: Chestershire Cat
       MULTIKONTA: John, Teddy


    Jęknęła cicho z niezadowolenia gdy kobieta odmówiła jej alkoholu, doskonale wiedziała że w obecnym stanie nie powinna była go pić z drugiej jednak strony wydawało się jej to naprawdę bez znaczenia. W końcu i tak chciała usunąć ciążę, czemu miałaby więc się przejmować? W jakiś jednak dziwny sposób trochę się przejmowała. Sama nie potrafiła zrozumieć tego wszystkiego co obecnie działo się w jej głowie.
    Katherine sama nie wierzyła sytuacji w której się znalazła, wydawało jej się to być jednym,wielkim, boskim żartem. I wcale nie było tak, że pozwoliła wejść sobie na głowę, cały czas kombinowała jak jak wykaraskać się z zaistniałej sytuacji, pozwalała by rodzice myśleli że faktycznie wyjdzie za Burtona gdyż zapewniało jej to jako taki spokój w domu w czasie gdy ona kombinowała jak zerwać zaręczyny i nie stracić ani farmy, ani domu. Jej ojciec był na tyle cwany, by przy okazji zaszantażować ją utratą wszystkiego co miała.
    Westchnęła ciężko.
    - W tym wszystkim nie chodzi tylko o mnie Ivy. W obecnej sytuacji nie będę w stanie zająć się dzieckiem ani zapewnić mu takiej przyszłości na jaką zasługuje. Ojciec stwierdził ze jak zerwę te pierdolone zaręczyny to zabierze mi dom i farmę, widzisz więc że to nie jest takie proste żeby rozwiązać tą całą, popieprzoną sytuację. - nawet nie wiedziała czemu w ogóle tłumaczyła jej swoją sytuację która obecnie działa się w jej życiu. Nie mogła teraz pozwolić sobie na coś takiego jak dziecko, bo nie czarujmy się ale wychowanie małego człowieka było naprawdę wielką odpowiedzialnością pożerającą naprawdę masę czasu- którego ona obecnie nie posiadała. - Ivy, tu naprawdę nie chodzi o mężczyzn i o to czy dam radę czy nie, tu chodzi o to że nie chcę wyrządzać temu dziecku krzywdy, Ivy. Nie chcę żeby było wytykane palcami bo nie ma ojca, nie chcę też żeby było przeze mnie zaniedbywane bądź nieszczęśliwe bo nie będę mieć wystarczającej ilości czasu. Wiem, że mogłabym je oddać do adopcji ale to też, w jakiś sposób je skrzywdzi. Pewnego dnia w końcu dowie się że było adoptowane a ja nie chcę żeby musiało przeżywać ten szok..- Miała wrażenie że wciąż powtarza te same argumenty, które dla niej były jednak naprawdę znaczące, nie potrafiłaby za kilkanaście lat spojrzeć w oczy swojego dziecka i zobaczyć w nich zawód. Naprawdę wolała by najzwyczajniej w świecie ono się nie urodziło, bo części bała się też że za bardzo będzie przypominać jej ojca, że będzie patrzyło na nią tymi samymi, błękitnymi oczami z wyrzutem że inne dzieci wytykają je palcami bo ona nie chce znać jego ojca. To co działo się w jej głowie było naprawdę skomplikowane i pokręcone i miała uczucie że wzmożone hormony wcale nie pomagały jej w obecnej sytuacji. - Moi rodzice nie mogą się dowiedzieć.- powiedziała cicho, licząc na tajemnicę zawodową dziewczyny. Nie chciała dodawać im kolejnych zmartwień, w końcu jej matka była jedną noga w grobie a ojciec robił wszystko, by odciążyć ją w przytłaczających obowiązkach. Nie mogła dorzucić im teraz kolejnego problemu na głowie, nie chciała żeby wiedzieli o tym wszystkim, zwłaszcza że chciała je usunąć a to z pewnością złamałoby im serce.
    Słuchała uważnie historii młodej pani doktor przygryzając jedną wargę, nie wiedziała jak musiała się czuć widziała jednak że widmo tamtych wydarzeń nadal z nią pozostaje.
    Dłoń kobiety powędrowała ku ramieniu pani doktor, delikatnie je głaszcząc i mimo iż nie była współczującą osobą doskonale wiedziała że to, przez co przechodziła z pewnością nie było dla niej łatwe. - Przykro mi Ivy.- powiedziała cicho i z pewnością dało się usłyszeć, że jej słowa są szczere.
    Katherine milczała przez kolejną, długą chwilę zastanawiając się co powinna odpowiedzieć kobiecie, w końcu może jednak miała rację i powinna zastanowić się nad tym ostatni, trzeci raz? Na spokojnie gdy opadną emocje? - Powiedz mi Ivy, do którego tygodnia mogę usunąć ciążę ?- zapytała lekko nieobecnym tonem, jakby właśnie rozważała coś naprawdę poważnego.

    Boy you got me
    Helpless!
    Look into your eyes, and the sky’s the limit
    I’m helpless!
    Down for the count, and I’m drownin’ in ‘em
    [Profil]
       
     
    Ivy Blackburn




    w sweetwater
    od:
    od zawsze
    32

    pani doktor
    zajęcie

    hold on i still need you
    uczucie

    Ivy

    Blackburn


    Wysłany: 2018-11-05, 12:36   
       IMIE / NICK: N.
       MULTIKONTA: Jo, Rylee


    Nawet jeśli Ivy miała świadomość, że Kath chce usunąć dziecko, nie mogła poczęstować jej napojem alkoholowym, bo to dziecko jeszcze w niej żyło. Matko, jeszcze! I miała szczerą nadzieję, że tak będzie do końca i przyjdzie na świat. A to, że mimo wszystko się przejmowała, to całkiem normalne. Kobieta, nawet taka, która nie chce dziecka, gdy dowie się o jego istnieniu pod jej sercem mimo wszystko się przejmuje. Mimo wszystko czuje jakąś więź z tą małą fasolką rosnącą w jej ciele.
    Blackburn westchnęła ciężko słysząc słowa swojej towarzyszki. Okej, rzeczywiście miała cholernie ciężką sytuacje, ale ona naprawdę wciąż wierzyła, że jest jakieś inne, lepsze wyjście niż usuwanie dziecka.
    - Twój ojciec na pewno Cię kocha i gdyby dowiedział się, że nosisz w sobie nowe życie, to nie zrobiłby żadnej z tych rzeczy - Próbowała. Próbowała każdego argumentu, aby odwieść Kath od decyzji, która na zawsze zmieni jej życie. Nie mogła naciskać, nie mogła wprost powiedzieć, że nie może tego zrobić, dlatego starała się pokazać, że być może istnieje jakieś inne wyjście, że są inne opcje. - Kath, przepraszam, że to powiem, ale... wyrządzisz mu największą krzywdę zabijając je - Zacisnęła mocno usta i westchnęła głośno. - Rozumiem brak czasu, ale to naprawdę nie jest żaden powód. Będą go wytykać, że nie ma ojca? Przestań, to nie te czasy, naprawdę. Owszem, mieszkamy w małej miejscowości i zapewne znajdą się jakieś dewotki, które Cię obgadają, ale kogo to obchodzi? Pogadają i im przejdzie. A kto wie, może w tym czasie znajdziesz mężczyznę, który pokocha Ciebie i to dziecko? Może jeszcze nic straconego z ojcem dziecka? Nie możesz przewidzieć też tego, że będzie zaniedbywane. Ja mojego ojca widywałam bardzo rzadko, ale gdy już byliśmy razem to byłam najszczęśliwszą dziewczynką na ziemi. I nigdy nie powiedziałabym, że byłam przez niego zaniedbywania. I jeżeli mam być szczera, to wciąż trzymam się zdania, że nawet adopcja jest mniejszym złem niż aborcja. Tak naprawdę może się nigdy nie dowiedzieć, że było adoptowane. A ty przynajmniej nie będziesz miała go na sumieniu - Wciąż tłumaczyła, ale miała wrażenie, że to nic nie daje. Kath miała na wszystko kontrargument, odpowiedzieć. Wydawało się, że miała już zakodowane w głowie, że musi usunąć to dziecko i nic nie jest w stanie jej przekonać do zmiany decyzji. Ivy skinęła głową potwierdzając jakby to, co w tym momencie miała w głowie kobieta. - Ode mnie nie dowie się nikt, o to martwić się nie musisz. Obowiązuje mnie tajemnica lekarska - Zapewniła ją. Ech, czasem ta cała tajemnica była naprawdę cholerną przeszkodą w jej życiu. Ale cóż, wiedziała na co się pisze. - Nie chcesz żeby wiedzieli, rozumiem. Ale skąd wiesz czy to by nie zmieniło wszystkiego? Skąd wiesz czy to nie uszczęśliwiłoby to Twojej mamy? Nie skupiałaby się na chorobie, nie cierpiałaby tak, miałaby kolejny powód do walki. Kto wie czy nie rozjaśniłoby to życia Twojego taty w tym całym chaosie? Zastanów się nad tym dobrze, Kath - Uśmiechnęła się lekko do kobiety mając naprawdę wielką nadzieję, że jej słowa cokolwiek dla niej znaczą i cokolwiek zmienią. Nie mogła mieć jednak tej pewności. Wiedziała też, że jeżeli nie przekona jej słowami, to jej w inny sposób nie zatrzyma. Kath pójdzie do innego lekarza, który bez żadnych ceregieli wypisze skierowanie. I tak to się skończy.
    Ivy słysząc słowa Kath uśmiechnęła się smutno i wzruszyła ramionami.
    - Mi też, Kath. Ale sama widzisz co takie rzeczy robią z człowiekiem. One nigdy nie znikną z naszego życia. Będą się ciągnęły za nami do końca życia - Westchnęła cicho i dopiła z lampki wino, a następnie odłożyła kieliszek na stół. Słysząc pytanie Kath, Ivy się nieco rozchmurzyła. Czyli jej gadka nie poszła całkiem na marne! Nie wiadomo jeszcze jaką decyzje podejmie brunetka, ale... Ale była nadzieja! Miała wątpliwości, może przemyśli to jeszcze raz i dojdzie do wniosku, że uratuje to dziecko, nie da mu umrzeć. - Generalnie do 24 tygodnia, jednak zalecane jest do 12 tygodnia ciąży. W takim przypadku skierowanie może wypisać każdy lekarz rodzinny. Po 12 tygodniu, musisz udać się już do specjalisty - Wytłumaczyła prędko i spojrzała Kath w oczy chwytając ją za rękę. - Kath, proszę, przemyśl to na spokojnie. Kilka razy. Pomyśl o wszystkim, pomyśl o sobie a szczególnie o tym życiu, które rośnie w Tobie. Jak już podejmiesz właściwą decyzję, proszę daj mi znać - Spojrzała na nią błagalnie wzdychając cicho. Naprawdę miała cichą nadzieję, że ta rozmowa pomogła kobiecie i podejmie właściwą decyzją.

    [Profil]
     
     
    Katherine Auburn
    Burn baby, burn!




    w sweetwater
    od:
    Zawsze
    31

    Prowadzę farmę
    zajęcie

    nienawidzę Hayesa i tonę w jego oczach jednocześnie.
    uczucie

    Katherine

    Auburn


    Wysłany: 2018-11-05, 23:01   
       IMIE / NICK: Chestershire Cat
       MULTIKONTA: John, Teddy


    Katherine westchnęła ciężko. Na dobrą sprawę nie miała zielonego pojęcia jak, jej ojciec zareagowałby na wieść o tym, że jest w ciąży gdyż jego reakcje wahały się od niepohamowanej radości, do próby wybicia wszystkich mężczyzn w miasteczku których zna.- Ivy, mój ojciec postrzelił kiedyś gościa który rozlał mu piwo, naprawdę sądzisz że to dobry pomysł pójść do niego i powiedzieć mu że jestem w ciąży?- delikatny, bardzo nerwowy uśmiech pojawił się na jej twarzy. Wolała oszczędzić sobie dodatkowych nerwów, przynajmniej w najbliższym czasie gdyż doskonale wiedziała że ojciec ukrzyżowałby ją zarówno gdyby powiedziała mu o usunięciu ciąży jak i o tym że urodziłaby dziecko i oddała je do adopcji, na obie z tych wieści z pewnością jej rodzice zareagowaliby naprawdę krytycznie i kto wie, jak to wszystko mogłoby się skończyć.
    Słuchała uważnie słów kobiety a na jej twarzy widniała coraz większa konsternacja i strach? Tak, chyba tak bo Katherine naprawdę przerażała ta cała sytuacja, jak i to że podjęła tak drastyczną decyzję, doskonale wiedziała że poddanie się takiemu zabiegowi może mieć również niepożądane skutki na niej samej. Podczas całego wywodu młodej lekarki coraz więcej myśli szalało w jej głowie, coraz więcej z nich pojawiało się w jej głowie w tym samym czasie powodując jedynie wielki zamęt w jej głowie, kobieta zaczynała mieć wątpliwości co do tego wszystkiego naprawdę nie wiedząc, co powinna już myśleć. Doskonale wiedziała że ma bardzo mocne powody by usunąć dziecko,z drugiej jednak strony wiedziała że Ivy również a rację, kobiecie zrobiło się w jednej chwili gorąco, jakby ktoś nagle podkręcił grzejniki na najwyższą temperaturę, a ją samą wsadził do wrzątku.
    - Dzięki. Nie mogę teraz tego na nich zrzucić, Ivy. Doskonale wiem że to nie jest najlepszy moment, ojciec bardzo przejmuje się mamą i nie mogę obarczać go moimi problemami. Nie, dopóki chcę... wiesz.- odpowiedziała kobiecie, patrząc jej w oczy. Widać po niej było że ma dość ostatnich wydarzeń i stres nie działał na nią zbyt dobrze. Zdecydowanie w ostatnich dniach doświadczała go w zbyt dużej ilości.
    Westchnęła ciężko słysząc odpowiedź kobiety, doskonale wiedząc że ta ma rację, sa pewne rzeczy, pewne przeżycia w życiu zostawały z nami na zawsze odbijając na nas swego rodzaju piętno. Nawet jesli twierdziliśmy ze z tego wyszliśmy one i tak pewnego dnia wracają by o sobie przypomnieć. Jej dłoń delikatnie gładziła ramię Blackbourn i naprawdę nie wiedziała czemu to robi, czyżby hormony zaczynały na nią działać?
    - Jestem pewna że będziesz jeszcze miała ku temu szansę Ivy, możemy się zamienić jeśli chcesz.- powiedziała cicho, kończąc swój wywód lekkim żartem, mając nadzieję że uda jej chociaż trochę rozluźnić sie napiętą atmosferę w jakiej się znalazły, spowodowaną w dużej mierze przez jej nie wiedzę.
    Katherine milczała przez długą chwilę, zastanawiając się co jej odpowiedzieć. Może faktycznie potrzebowała trochę czasu, by przemyśleć podjętą przed siebie decyzję? A może.. Może to wszystko jeszcze się jakoś rozwiąże? Pierwszy raz w swoim życiu dziewczyna chyba nie chciała działać pochopnie, mimo iż całe jej życie było złożone z pochopnych decyzji które podejmowała bez zastanowienia, póki co jednak żadnej z nich jeszcze nie żałowała.
    - To czwarty tydzień, czyli mam jeszcze jakieś osiem tygodni... Ivy, - zaczęła niepewnie, z zamyśloną miną i wyraźnie wypowiadając każde, kolejne słowo.- jeżeli przyjdę do Ciebie za miesiąc i nadal będę chciała to zrobić, wypiszesz mi skierowanie? Bez umoralniania i robienia mi wyrzutów sumienia?- zapytała w końcu, wbijając wzrok w dłoń kobiety spoczywającą na jej ręce. Gdzieś, w jej głowie doszła do wniosku że może to być nawet dobre rozwiązanie tego wszystkiego, w końcu miesiąc to wcale nie tak dużo i z pewnością nie zmieni swojego zdania, a jakby coś się wydarzyło... Cóż, będzie miała zawsze opcję zapasową.

    Boy you got me
    Helpless!
    Look into your eyes, and the sky’s the limit
    I’m helpless!
    Down for the count, and I’m drownin’ in ‘em
    [Profil]
       
     
    Ivy Blackburn




    w sweetwater
    od:
    od zawsze
    32

    pani doktor
    zajęcie

    hold on i still need you
    uczucie

    Ivy

    Blackburn


    Wysłany: 2018-11-07, 19:15   
       IMIE / NICK: N.
       MULTIKONTA: Jo, Rylee


    Słysząc słowa Kath, Ivy uśmiechnęła się lekko.
    - Myślę, że powiedzenie "próba nie strzelba" idealnie tutaj pasuje - Zaśmiała się cichutko, chcąc chociaż trochę rozluźnić panującą w pomieszczeniu atmosferę. Bo się kobiety trochę zasmuciły, prawda? Ale jak się nie smucić przy takich tematach i problemach, ech. Mimo wszystko Blackburn uważała, że gra jest warta świeczki i radziłaby zaryzykować Auburn i przyznać się rodzinie. Może ich reakcja byłaby całkiem inna niż sama się tego spodziewa.
    Widząc, że Kath się nieco zaczerwieniła, co bardzo wyraźnie było widać na jej jasnej karnacji, nalała kobiecie do szklanki jeszcze wody z cytryną.
    - Pij, Kath. Nie wyglądasz najlepiej - Uśmiechnęła się ciepło i znów podsunęła pod nią szklankę zachęcając, aby się napiła i trochę rozluźniła. Blackburn uważnie słuchała kobiety i mimo, że wciąż rozmyślała o aborcji i tajemnicy przed rodziną, to Ivy zauważyła już jakąś nadzieję, przebłyski wątpliwości. Nawet słowo "dopóki" dawało maleńki promień nadziei, że Katherine zmieni zdanie. - Jasne, Kath. Nie będę już naciskać, to Twoja decyzja, ale przemyśl raz jeszcze wszystko. Pomyśl o tym co Ci powiedziałam, jest wiele możliwości - Powiedziała spokojnie, nie chcąc już naciskać na kobietę, bo przecież to wcale nic dobrego nie było. I tak widziała, że kobieta jest tym wszystkim zmęczona, zdenerwowana i najnormalniej w świecie zagubiona. Może i potrzebowała małego ukierunkowania, ale na pewno też potrzebowała spokoju, żeby przemyśleć to jeszcze raz i rozważyć wszystkie opcje.
    - Wiem, kiedyś się wszystko ułoży, wierzę w to - Uśmiechnęła się lekko, a gdy Kath zażartowała, zaśmiała się cicho i pokręciła głową na boki. - Gdyby to tylko było takie proste - No i trochę zniosły tą grobową atmosferę, która panowała w salonie Blackburn. Może akurat była nadzieję, że i jednej i drugiej wszystko ułoży się na plus? Oby tak było, bo zdecydowanie te dwie ciemnowłose kobiety zasługiwały na szczęście, mimo wszystko.
    Gdy Kath milczała dłuższą chwilę, Ivy przyglądała się jej uważnie. Wiedziała, że myśli nad czymś intensywnie i uznała to za dobry znak. Gdy zaczęła liczyć tygodnie, Ivy lekko skinęła głową, jakby potwierdzając jej słowa. Słysząc jej pytanie, Blackburn zacisnęła na chwilę usta, zastanawiając się chwilę.
    - Dobrze - Skinęła głową wzdychając cicho. - Jeżeli naprawdę podejmiesz taką decyzję po wszystkich przemyśleniach, to zrobię to dla Ciebie. I nie będę się już wtrącać, nie będę namawiać na zmianę decyzji. Obiecuję - Powiedziała poważnie i lekko ścisnęła jej dłoń, jakby to miał być znać, który potwierdzał szczerość jej słów. Stwierdziła, że nie ma sensu już dłużej naciskać, bo to musi być całkowicie świadoma decyzja Kath. A jeżeli rzeczywiście przyszłaby za ten miesiąc, to wypisze to skierowanie, bo jeżeli nie ona, to i tak zrobi to ktoś inny, więc wtedy nie będzie mówić już nic. - Obiecaj mi tylko, że przez ten czas będziesz dbała o siebie, dobrze? - Spojrzała na nią unosząc jedną brew do góry. To był jej jedyny warunek.

    [Profil]
     
     
    Katherine Auburn
    Burn baby, burn!




    w sweetwater
    od:
    Zawsze
    31

    Prowadzę farmę
    zajęcie

    nienawidzę Hayesa i tonę w jego oczach jednocześnie.
    uczucie

    Katherine

    Auburn


    Wysłany: 2018-11-08, 00:40   
       IMIE / NICK: Chestershire Cat
       MULTIKONTA: John, Teddy


    Kobieta uśmiechnęła się na słowa pani doktor, gdyż to powiedzenie naprawdę idealnie wpasowywało się zarówno w temperament ojca dziewczyny, jak i jej samej. Oboje mieli słabość do broni i nie raz uważali ją za jedno najlepszych wyjść w najróżniejszych, życiowych sytuacjach.
    Katherine sięgnęła po szklankę, upijając trochę wody z niej i próbując wyciszyć te wszystkie myśli które pojawiały się w jej głowie, zdawała sobie sprawę z tego że ani nerwy ani lęki nie pomogą jej podjąć rozsądnej decyzji, bo szczerze mówiąc zaczęła w nią powątpiewać za sprawą panny Blackbourn. Może faktycznie, to wszystko nie byłoby takie złe jak się spodziewała? Auburn miała tą, magiczną zdolność by z góry zakładać najgorszy, możliwy scenariusz od razu się na niego wkurwiając i przygotowując do możliwej awantury, a te były czymś co naprawdę uwielbiała.
    - Jasne, postaram się jeszcze o tym pomyśleć.- odpowiedziała tylko, posyłając kobiecie delikatny, acz nerwowy uśmiech. Doskonale wiedziała jednak że adopcja nie wchodzi w grę gdyż gdzieś, tam w środku czuła że po porodzie z pewnością zmieniłaby zdanie i nie chciała go oddać. Katherine była bardzo terytorialną osobą i to pewnie przez to aż tak wkurwiły ją słowa tej małej Fletcher, w końcu śmiała się tknąć kogoś, kto należał do niej a ona bardzo tego nie lubiła.
    Na jej kolejne słowa posłała jej szeroki i szczery uśmiech, była stuprocentowo pewna że wszystko się jej ułoży, w końcu znalazł się ktoś kto przez chwilę chociaż coś do niej czuł a trzeba było przyznać że była najgorszym, możliwym wyborem jeżeli chodzi o ulokowanie swoich uczuć, czyż nie?
    - Oj przestań Blackbourn! Na pewno wszystko się ułoży a to że jest trudno... Cóż, do dobrych rzeczy nigdy nie dochodzi się w łatwy sposób. Głowa do góry i cycki do przodu!- Ach, czy nie dziwnie jest słyszeć takie słowa z ust brunetki która w swojej sytuacji widziała same, najgorsze opcje a w kwestii Ivy same pozytywy?
    I weź to zrozum kobietę.
    - Dziękuję Ivy.- odpowiedziała kobiecie, również ściskając jej dłoń, jakby chciała pokazać że naprawdę jest wdzięczna,bo faktycznie była. Doktor nie tylko ją wysłuchała i uszanowała jej zdanie ale również podsunęła jej do głowy rozwiązanie, o którym ona sama nie była w stanie wcześniej pomyśleć. - Jasne, postaram się w końcu trochę bardziej o siebie zadbać. - odpowiedziała kobiecie, doskonale wiedziała że przydałoby się jej trochę czasu dla siebie naprawdę nie pamiętała kiedy ostatnio w ogóle miała wolniejszy wieczór, tylko dla niej.
    - A tak w ogóle, to co u Ciebie? Nie miałyśmy jakiś ostatnio porozmawiać a ja wparadowałam dziś na pełnej kurwie.- zapytała po czym przystawiła sobie szklankę do ust by napić sie wody. Szczerze mówiąc, trochę było jej głupio że zarzuciła dziewczynę swoimi problemami.

    Boy you got me
    Helpless!
    Look into your eyes, and the sky’s the limit
    I’m helpless!
    Down for the count, and I’m drownin’ in ‘em
    [Profil]
       
     
    Ivy Blackburn




    w sweetwater
    od:
    od zawsze
    32

    pani doktor
    zajęcie

    hold on i still need you
    uczucie

    Ivy

    Blackburn


    Wysłany: 2018-11-08, 15:08   
       IMIE / NICK: N.
       MULTIKONTA: Jo, Rylee


    Ech, słabość do broni... Ivy słabości do broni nie miała i w ogóle nie lubiła przemocy. Ale jako lekarz bez granic była przeszkolona do używania broni palnej i niestety dużo widziała. Pewnie dlatego wolała siedzieć w spokojnym Sweetwater i nie mieć nic wspólnego z przemocą. Za to pomóc ratować ludzi w krajach objętych wojną, chętnie by znów pojechała. I kto wie, może w najbliższym czasie znów się postara o jakąś misję, jeżeli nic się nie odmieni w jej życiu? Właściwie tutaj nic jej nie trzymało.
    Słysząc słowa Kath, Ivy uśmiechnęła się ciepło. Cieszyła się, że kobieta postanowiła przemyśleć to wszystko jeszcze raz. Gra była warta świeczki! Czyli jej kazania nie poszły na marne, uff. To dobrze, bo to znaczyło, że jeszcze nie wyszła z wprawy i potrafiła doradzić. W sumie to Ivy proponując adopcję, trochę miała nadzieję, że Kath nosząc to dzieciątko 9 miesięcy, po porodzie zdecydowałaby jednak zachować dla siebie, zakochałaby się w nim, bo przecież tak to działa zazwyczaj.
    Czy była najgorszym możliwym obiektem do lokowania uczuć, to akurat Blackburn ocenić nie mogła. Ale na pewno by zaprzeczyła! Każdy zasługuje na miłość i szczęście. Prędzej czy później każdemu się to przytrafi, przynajmniej taką miała nadzieję. Ona sama miała już raz swoją szansę, zawaliła i teraz była samotna. Może w przeszłości popełniła błąd, ale wtedy nie do końca była sobą. Teraz tego żałuje, ale cóż poradzić. Musiała żyć dalej i czekać na lepsze jutro, tylko tyle jej pozostało. Słysząc pocieszenie Kath, Ivy zaśmiała się cicho i dumnie wypięła pierś do przodu.
    - To akurat mogę zrobić, bo jest się czym pochwalić - Mruknęła rozbawiona i pokręciła głową. I tak ze smętnej rozmowy kobiety przeszły do żartów. No i dobrze. Nie ma co smęcić cały czas. Życie jest zbyt krótkie, żeby ciągle się smucić i narzekać. Trzeba było znaleźć też pozytywne strony i cieszyć się z tego, co się ma. - Nie ma sprawy, Kath. Pamiętaj, zawsze możesz na mnie liczyć - Uśmiechnęła się ciepło w stronę kobiety. Nawet sama nie wie kiedy stały się sobie tak bliskie. Owszem, spędzały ostatnio trochę czasu razem, bo Ivy doglądała jej matki. Aż dziwne jak takie tragedie potrafią zbliżyć do siebie tak różne osobowości.
    - Hej, dobrze, że się wygadałaś i pozbyłaś się wątpliwości! Teraz tylko przemyślisz wszystko i jakoś się ułoży. Więc wpadanie na pełnej kurwie? Czasem dobrze robi, jak widać! - Zaśmiała się głośno i sobie również nalała wody, coby nawilżyć usta. Nie miała już zamiaru pić wina i kusić przy tym Kath, której alkoholem poczęstować oczywiście nie mogła. - A u mnie po staremu w zasadzie. Nic ciekawego się nie dzieje, wszystko w porządku. Rozmyślam nad wyjazdem na kolejną misję, bo jednak trochę mi tego brakuje - Wzruszyła ramionami i zapatrzyła się gdzieś przed siebie. Praca lekarza bez granic dawała jej więcej satysfakcji i spełnienia. Jasne, jako lekarz rodzinny też pomagała ludziom, ale nie ukrywajmy. W takim Sweetwater nie było krytycznych przypadków zbyt często. Przeziębienia, grypy, zatrucia. Gdy zdarzało się coś poważniejszego, to kierowało się do szpitala, proste. A podczas misji? Podczas misji czuła się naprawdę potrzebna, czuła, że żyje i pomaga tym najbardziej potrzebującym.

    [Profil]
     
     
    Katherine Auburn
    Burn baby, burn!




    w sweetwater
    od:
    Zawsze
    31

    Prowadzę farmę
    zajęcie

    nienawidzę Hayesa i tonę w jego oczach jednocześnie.
    uczucie

    Katherine

    Auburn


    Wysłany: 2018-11-09, 01:30   
       IMIE / NICK: Chestershire Cat
       MULTIKONTA: John, Teddy


    Katherine zaśmiała się, widząc jak kobieta dumnie wypina pierś do przodu, no taką postawę powinna mieć zawsze! W końcu kto ją doceni lepiej niż ona sama? Katherine wychodziła z założenia że każda kobieta powinna znać swoją wartość i nie pozwalać nikomu, by ten ją zaniżał bądź sprawiał że czułaby się gorzej na myśl o samej sobie. Właśnie z tego powodu goniła wszelkich adoratorów i jakże cudownych kandydatów na męża których wybierał jej ojciec i byłoby tak dalej gdyby nie fakt że pojawił się taki jeden Hayes, który nie tylko wkurwiał ją do granic wytrzymałości ale i sprawiał że czuła się doceniana i kochana mimo iż ta go postrzeliła, ale oczywiście, jak w każdej bajce wszystko musiało się naprawdę porządnie spierdolić.
    - I tak trzymaj Blackbourn!- dodała z rozbawieniem na postawę jaką przybrała jej towarzyszka i śmiało można było stwierdzić, że jest jedną z niewielu osób którym panna Auburn życzyła by dobrze. W tym przypadku przekonana była że w końcu wszystko się kobiecie ułoży, gdyż najzwyczajniej w świecie tak dobre osoby jak ona na to zasługiwały. A co do tego, że pani doktor była dobrą osobą była naprawdę bardzo pewna.
    - Pamiętaj że to działa w obie strony Ivy, jakbyś czegoś potrzebowała wal śmiało!- odpowiedziała kobiecie w jakiś sposób chcąc wynagrodzić jej że przyjęła ją o tak później porze by wysłuchać jej problemów i zamiast wyrzucić ją za drzwi siedziała tu i doradzała jej, naprawdę przejmując się podjętą przed nią decyzją.
    - Hm, chyba będę musiała spróbować wejść na pełnej kurwie do urzędu komunikacyjnego.- rzuciła jeszcze, kolejny raz żartując. I naprawdę miała wrażenie że ciężki kamień spadł jej z serca po rozmowie z Ivy. Musiała przyznać ze doktor rzuciła trochę światła na jej sytuację sprawiając że kobieta z pewnością, przemyśli podjętą decyzję jeszcze raz. A może i dwa, kolejne razy co by nie mieć żadnych, najmniejszych wątpliwości.
    Katherine przyjrzała się jej uważnie, gdy ta powiedziała jej że rozważa wyjazd na kolejną misję, doskonale słyszała o tej ostatniej i naprawdę nie dziwił jej fakt, że w jakiś sposób jej tego brakowało.
    - Z pewnością tam się nie nudziłaś jak w naszej dziurze. Wiesz, jak chcesz mogę przypadkiem postrzelić kilka osób jeśli brakuje Ci ciekawszych przypadków.- kobieta wyszczerzyła się w łobuzerskim uśmiechu a po tonie jej głosu naprawdę nie dało rady poznać czy żartowała, a wiadomym był fakt że z pewnością była do tego zdolna.
    Szklanka znów powędrowała do jej ust.
    - A tak na serio z pewnością potrzebują tam tak dobrych lekarzy jak Ty, Ivy. Musisz jednak zastanowić się czy naprawdę chcesz tam jechać i być może ryzykować życie czy może jednak wolisz planować swoje życie tutaj. Proponuję wybrać opcję która bardziej cię uszczęśliwi.- powiedziała spokojnie, wzruszając ramionami, w końcu czy w życiu nie chodzi o to żeby robić to co sprawia nam przyjemność?

    Boy you got me
    Helpless!
    Look into your eyes, and the sky’s the limit
    I’m helpless!
    Down for the count, and I’m drownin’ in ‘em
    [Profil]
       
     
    Ivy Blackburn




    w sweetwater
    od:
    od zawsze
    32

    pani doktor
    zajęcie

    hold on i still need you
    uczucie

    Ivy

    Blackburn


    Wysłany: Wczoraj 17:37   
       IMIE / NICK: N.
       MULTIKONTA: Jo, Rylee


    Słysząc Kath, Ivy uśmiechnęła się wdzięcznie i lekko skinęła głową.
    - Wielkie dzięki, Kath. Będę to miała na uwadze, jednak... Wpierw musisz uporządkować swoje życie. Dopiero wtedy przyjdę, jeśli będzie mi potrzebna kobieta z gnatem - Mruknęła rozbawiona. Oczywiście, nie miała zamiaru żeby Kath pomagała jej w jakiś sposób i to w dodatku uzbrojona. Teraz to ona miała zamiar jej pilnować przy każdej okazji, żeby o siebie dbała jak najlepiej. O ile oczywiście zdecyduje się wychować dziecko. A jeżeli chodzi o to, że Ivy pomagała kobiecie, to poniekąd był to jej zawód. A poza tym całkiem prywatnie zachowywała się tak samo. Każdej kobiecie, która przyszłaby do niej z takimi rozważaniami zalecałaby milion razy zastanowić się nad taką decyzją i starałaby się wybić to jej z głowy. No takim typem człowieka była i co tu dużo mówić. Po prostu miała uczucia a nie serce z kamienia.
    - O tak, tam by się to przydało. Chyba muszę się tego nauczyć od Ciebie - Zaśmiała się radośnie. Jakże w kilka minut atmosfera w pokoju potrafiła się zmienić na dużo lepszą. Jeszcze chwilę temu kobiety były wzruszone, złe, zagubione, a teraz? Żartowały sobie w najlepsze. Ale to dobrze wróżyło! - Wiesz, to już nawet nie chodzi o strzelanie, co oczywiście stanowczo odradzam, Auburn! Szczególnie w Twoim stanie - Pogroziła jej paluszkiem i westchnęła cicho. - Po prostu czuję, że tam się bardziej przydam. Takie mam dziwne wrażenie. Ale masz rację. Muszę wszystko dokładnie przemyśleć, bo to jednak znów kilka miesięcy mojego życia. No i mogę nigdy nie wrócić, więc. Zdecydowanie muszę rozważyć wszystkie za i przeciw - Uśmiechnęła się lekko. Misje bywały niebezpieczne, ale myśl, że pomagało się tym najbardziej potrzebującym, że się ich ratowało, wynagradzała tak naprawdę wszystko. I nawet świadomość tego, że może się nigdy już nie wrócić i zginąć w każdej chwili, nie zniechęcała kobiety. Jednakże sama dobrze wiedziała, że musi to przemyśleć, bo to nie jest takie hop siup.
    - I jak? Lepiej się już czujesz? - Przyjrzała się uważnie kobiecie i lekko przekrzywiła głowę. Miała nadzieję, że tą rozmową pomogła Kath wystarczająco.

      
    [Profil]
     
     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    [ ODPOWIEDZ ]
    Możesz pisać nowe tematy
    Możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Wersja do druku
    Dodaj temat do ulubionych

    Skocz do:  



  • Poszukiwane osoby chętne do pracy na Ranchu Hayesa. Doświadczenie niewymagane, stawka godzinowa. Więcej informacji na Ranchu.
  • Znaleziono kota. Rudy z czarną obróżką. Nie reaguje na żadne imię i nie daje mi spokoju. Czyjkolwiek jest, daję wam tydzień, później uznaję, ze jest mój. numer telefonu
  • W związku z licznymi szkodami wyrządzonymi przez nawałnice, ogłoszono zbiórkę datków i żywności dla osób pokrzywdzonych. Dary będą obierane w Domu Kultury przez najbliższy tydzień w godzinach 8:00-15:00
  • Październik miłością stoi! Muriel Matthews wraz z pastorem zapraszają pary przygotowujące się do wejścia w związek małżeński, młode małżeństwa oraz tych, którzy napotkali na swojej drodze pewne trudności na cykl spotkań poświęconych rodzinie. Jeśli ty i twoja druga połowa chcecie wziąć udział w spotkaniu - wystarczy wysłać zgłoszenie na konto Muriel bądź Pastora.


  • CHCESZ BY TWOJE OGŁOSZENIE ZNALAZŁO SIĘ NA TABLICY?
    SKORZYSTAJ Z KODU W ZAMÓWIENIACH.



    Strona wygenerowana w 0,29 sekundy. Zapytań do SQL: 5