Sweetwater
tennessee

na forum mamy
listopad

pogoda
Dni stawały się coraz krótsze, a noce chłodniejsze. Temperatury raz wzrastały, do nawet 20 stopni, tylko po to, aby po kilku dniach spaść gwałtownie do 12. Nad ranem nad całym miasteczkiem utrzymywały się mgły, dopełniając malowniczy, jesienny pejzaż Sweetwater.
W ostatnim czasie przycichły plotki o planowanym, nielegalnym rodeo. Niektórzy zaczęli nawet uważać, że takowe się zwyczajnie nie odbędzie; że organizatorzy temu wyzwaniu nie podołali. Choć kto wie, może to tylko cisza panująca przed burzą i jeszcze będziemy musieli odwołać te słowa? Nawet jeśli do tego wydarzenia nie dojdzie, to listopad oferuje nam inne, wcale nie mniej ważne. A mianowicie na końcówkę tego miesiąca przypada finał rozgrywek rugby. Z tej okazji, tak samo jak miało to miejsce w latach poprzednich, na transmisje finałów zapraszamy wszystkich do baru Triangle. Pierwsze piwo będzie oczywiście darmowe.
  • 09/11 To już ostatnie dni, aby odwiedzić farmę dyń u Fontozzi [ więcej ].
  • 01/09 Serdecznie witamy wszystkich w Sweetwater!




  • Poprzedni temat «» Następny temat
    Przesunięty przez: Wesley MacKenzie
    2018-08-03, 15:44
    Cmentarz
    Autor Wiadomość
    SWEETWATER




    w sweetwater
    od:
    zawsze!
    1

    piję whiskey
    zajęcie

    uprawiam kukurydzę
    uczucie

    witaj w

    Sweetwater


    Wysłany: 2018-08-02, 20:20   Cmentarz

    [Profil]
     
     
    Ellen Carlyle




    w sweetwater
    od:
    urodzenia
    32

    kelnerka
    zajęcie

    stare i niechciane
    uczucie

    Ellen

    Carlyle


    Wysłany: 2018-09-15, 15:25   

    Czy przychodziła tu często? Chyba nie. Zdecydowanie nie był to poziom smutnych staruszek, które wysiadują przy grobach najbliższych. Wiele osób pewnie uznałoby, że przychodzi tu za rzadko, że groby są nieposprzątane, a znicze się nie palą. Może właśnie dlatego przyszła. Jack nie chciał przyjść, wolał grać w piłkę i naprawdę nie miała mu tego za złe. Miał siedem lat, nie musiał jeszcze myśleć o śmierci. Niosła ze sobą niewielką torbę z wkładami do zniczy i szczotką. Pewnie trzeba będzie zamieść liście i nawianą ziemię, nic wielkiego. Znalezienie grobu rodziców nie było trudne ze względu na rosnące obok drzewo. Nie, nie posadziła go. Rosło tu już przed śmiercią taty. Westchnęła. Wraz z tatą odeszło dzieciństwo. Zaczęła zamiatać. Gdy jego zabrakło, nie było już mediatora między nią, a mamą. Starały się jak tylko mogły, żeby się nie kłócić, nie wchodzić sobie w drogę, bo przecież Bobby była taka młoda i ambitna, trzeba było zadbać o jej plany. A potem zabrakło i mamy, więc o marzenia Roberty zaczęła dbać Ellen. Na tyle, na ile mogła. Nie było to wiele i przez lata myślała, że właśnie dlatego między nimi nie jest już tak, jak było. Nie mogła zrzucić wszystkiego na pieniądze (lub ich brak). One po prostu się zmieniły i to bardziej, niż kiedykolwiek przypuszczała. Dzisiaj coraz częściej wspominała dzieciństwo, a melancholia powoli wkradała się do jej serca. Zapaliła znicze i odeszła kilka kroków w tył patrząc na swoje dzieło. Cóż, pomniki jeszcze się trzymały, ale przed październikiem z pewnością musi kupić nowe, ładniejsze znicze.
    [Profil]
     
     
    Rhett Burton
    praise the lord




    w sweetwater
    od:
    od zawsze
    33

    stolarz
    zajęcie

    nawet rak ma dość mojej narzeczonej
    uczucie

    Rhett

    Burton


    Wysłany: 2018-09-15, 17:16   
       IMIE / NICK: .
       MULTIKONTA: Rae, Jimmy


    Chodzenie na cmentarz nie było domeną Rhetta. Nie był jedną z tych płaczliwych emo nastolatek, które kładą się na pomniku nieznanej staruszki i wydają dźwięki podobne do zawodzenia kota. Czasami sądził, że to sataniści i nawet nasyłał na nich pastora, ale poza zwróceniem uwagi na nabożeństwie nie zrobił z tym nic.
    Stare dobre widły oraz dobry bimber (po dwa litry na głowę) załatwiłyby sprawę, ale po Trójce z West Memphis próbowano udawać, że Południe zaczyna być tolerancyjne. To było tak obrzydliwe, że aż odczuwał radość z faktu, że już przekroczył trzy dekady i z jego trybem życia szybko przerzuci swój status życia na RIP.
    Na razie jednak wciąż to skomplikowane, siedział po turecku przy płycie ojczulka i zastanawiał się, czy to już pora na komiczne wyznanie winy bądź wkurzenie, że jest wciąż związany z tym człowiekiem za pomocą nałogu. To był kolejny krok na drodze do jego ozdrowienia, ale był na tyle bezczelny, że jeszcze nie potrafił się tego podjąć. Bo co? Miał niby rozmawiać z nagrobkiem?
    Przywykł do tego, że ludzie mu nie odpowiadają - bo nie dopuszcza ich do głosu albo wybija im zęby - ale to było tak abstrakcyjne, że aż się otrząsnął. Może powinien zaufać Zielonej Wróżce?
    Czy Jimmy ma przypadkiem twarde narkotyki?
    - Widzisz, tato, ja spierdoliłem… - zaczął i nagle roześmiał się w głos.
    Paranoja. Był zdecydowanie za trzeźwy na takie akcje.
    [Profil]
     
     
    Ellen Carlyle




    w sweetwater
    od:
    urodzenia
    32

    kelnerka
    zajęcie

    stare i niechciane
    uczucie

    Ellen

    Carlyle


    Wysłany: 2018-09-15, 17:40   

    Dalej stałaby tak zamyślona, rozdrapująca przeszłość, gdy by do jej uszy nie dobiegł śmiech. Gdyby towarzyszył mu gwar rozmów z pewnością pomyślałaby, że to jakieś przypadkowe spotkanie ludzi zbyt donośnie demonstrujących swoją radość. Ale nie było żadnych głośnych rozmów, a ów śmiech na dodatek był znajomy. Westchnęła głęboko i ostatni raz spojrzała na grób rodziców. Dobra, to teraz pora na kolejny przystanek. Czas na teścia. Dodałaby w myślach, że matka przewraca się w grobie, ale tym razem się powstrzymała. Chociaż tyle może zrobić, że odgarnie liście i zapali znicz. Nawet po rozwodzie, zawsze, gdy bywała na cmentarzu, przynosiła świeczkę dla starego Burtona. Czuła się odpowiedzialna? Trudno powiedzieć. Przecież nie była już częścią tej rodziny. Może to kwestia wychowania, w końcu mama zawsze podkreślała, jak ważna jest pamięć o zmarłych. I mogłaby tu teraz wyrecytować z dziesięć łzawych powodów w stylu: żyją póki o nich pamiętamy. Nie zamierzała jednak tego robić, no bo i po co się roztkliwiać. Poczekała jeszcze chwilę mając nadzieję, że zanim dotrze do grobu, Rhett już sobie pójdzie. Miała dzisiaj dobry dzień, dzięki pigułom w miarę przespała noc, wstała rano, śniadanie robiła prawie z uśmiechem… Po co to wszystko sobie niszczyć? Nie miała jednak zamiaru wychylać się zza drzewa, jak dziecko i sprawdzać czy sobie poszedł. Dlatego też, gdy kolejna chwila minę, ruszyła w kierunku, z którego dobywał się śmiech. No i znakomicie, nadal tam stał. Odgarnęła włosy z twarzy. Nieświadomie zacisnęła zęby. Gdy mógł już ją zobaczyć, skinęła mu głową – Rhett – przykucnęła obok grobu, wyciągnęła zapalniczkę i odpaliła wkład. Włożyła go w jeden z pustych zniczy i stanęła w udawanym zamyśleniu obok mężczyzny. Wypominać mu rżenie na cmentarzu czy sobie darować? Właściwie to nie była już jej sprawa, a przeszkadzać też jej to nie przeszkadzało. Tak więc, zdecydowała się przemilczeć tę kwestię. Postoi chwilę, potem się rozejdą w swoje strony i będzie mieć spokój. Prawie dorośle i odpowiedzialnie.
    [Profil]
     
     
    Rhett Burton
    praise the lord




    w sweetwater
    od:
    od zawsze
    33

    stolarz
    zajęcie

    nawet rak ma dość mojej narzeczonej
    uczucie

    Rhett

    Burton


    Wysłany: 2018-09-15, 20:39   
       IMIE / NICK: .
       MULTIKONTA: Rae, Jimmy


    Palenie świeczek człowiekowi, przez którego Rhett był alkoholikiem brzmiało jak nieśmieszny żart. On miewał takie dni, że najchętniej skopałby całą tę mogiłę albo oddał na nią mocz, bo i takie sceny widywał w amerykańskich serialach. Na pewno nie zamierzał bić pokłonów przed płytą, która głosiła, że jego ojciec wreszcie wyzionął ducha.
    Nie zabierając z ziemskiego padołu swojego pieprzonego uzależnienia. To byłoby za proste. On musiał przekazać je w spadku synowi, robiąc z niego na dodatek straszną mendę i pieniacza. To z tego powodu wszystko w jego życiu ułożyło się w ten jeden niewłaściwy sposób i jeszcze na dodatek zajadał stresy, trzymając z tej ogromnej miłości lodówkę w pokoju.
    Przez tego człowieka był gruby i samotny, więc nie, nie zamierzał udawać, że go to cokolwiek obchodzi.
    - Nie powinnaś tego robić - zwrócił się więc do Ellen. Jej problemem było to, że zawsze była na wskroś poczciwa. Jego, że ostatnio razem z Peggy rozmawiali o Jacku i oboje przyznali, że nie można tak tego zostawić.
    Powinien, zdecydowanie powinien zaprosić ją na kawę i spróbować to wszystko wyjaśnić, a nie stać przed grobem ojca z szaleńczym uśmiechem na ustach i drapać się po brodzie, gdy mówił te słowa:
    - Wiem, że masz ze mną dziecko - bo i z kim innym mogła mieć? Byli małżeństwem, ona może i nie chciała go znać, ale nie umiałaby go zdradzić. To miało sens. Może powinien pomyśleć tak z siedem lat temu?
    Nie wiedział jednak wciąż jak tę informację ugryźć, a przecież był człowiekiem, który zjadał wszystko - i nie tylko w tym dosłownym sensie.
    [Profil]
     
     
    Ellen Carlyle




    w sweetwater
    od:
    urodzenia
    32

    kelnerka
    zajęcie

    stare i niechciane
    uczucie

    Ellen

    Carlyle


    Wysłany: 2018-09-15, 22:09   

    Stary Burton może i był straszną mendą, może Rhett powtarzał sobie, że to przez niego taki jest, ale dla Ellen niczego to nie zmieniało. Wzruszyła więc ramionami – Bo co? – bardzo proste pytanie, które z pewnością niejednokrotnie słyszał gdzieś po barach, z pewnością zrozumie. Może… Nie, nie „może”, ale na pewno była sentymentalna. Zachowywała zdjęcia, pamiątki rodzinne, więc co się dziwić, że mimo swojego umiarkowanego oddania wierze, mimo wszystko paliła znicze na cmentarzu. Nie miała najmniejszego sentymentu do człowieka, który tu leżał i jej rozumowanie było po prawdzie trochę pokręcone, ale… sam powód był, a gdyby Rhett go usłyszał, pewnie już nigdy nie spojrzałby na nią poważnie.
    Padło drugie zdanie. Zaczęło się. Kiedyś czekała na tę rozmowę. Układała sobie w głowie, jak mogłaby przebiegać, co od niego może usłyszeć, a co odpowiedzieć. Czas jednak mijał, a on nic nie mówił, więc i Ellen milczała. Bo w gruncie rzeczy, czy to mogło cokolwiek zmienić? Cóż, była osobą, która najwyraźniej uważała, że palenie zniczy zmarłym może coś zmienić, więc może nie powinna być aż tak sceptyczna? – I co w związku z tym? – nawet na niego nie spojrzała, a jej twarz była kamienna. – W ogóle skąd ta pewność? – ona mogła ją mieć i miała, ale on? Naprawdę po tych siedmiu latach nadal uważał, że go nie zdradziła? Nawet w tak pięknych okolicznościach, jak wyprowadzka i nagły rozwód? Mogła go zdradzić. Gdyby tylko chciała. Może teraz wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby jednak się zdecydowała. A może nie? Jej odwieczny problem był taki, że właśnie nie chciała. Nawet jeśli był mendą, łajzą i moczymordą.
    [Profil]
     
     
    Rhett Burton
    praise the lord




    w sweetwater
    od:
    od zawsze
    33

    stolarz
    zajęcie

    nawet rak ma dość mojej narzeczonej
    uczucie

    Rhett

    Burton


    Wysłany: 2018-09-16, 15:28   
       IMIE / NICK: .
       MULTIKONTA: Rae, Jimmy


    Na to pytanie miał jedną odpowiedź, ale złamałaby jej serce. Robił już to tyle razy, że zapewne nie byłoby to trudne. Pewnie bolało jedynie za pierwszym, a kolejne były jak uderzenia w połamane już żebra.
    Dziwne, myślał o obrażeniach pod sztandarem Jerry’ego. Ciekawe, czy kobieta widziała ten atak agresji? Co sobie pomyślała? Dlaczego Burton po ośmiu latach w ogóle zadawał sobie trud, żeby zastanawiać się jak na to reaguje? Przecież Ellen nie powinna kupować świeczek na grób kogoś, kto dla niej był już obcy. Ba, nawet za czasów ich małżeństwa tego człowieka mało obchodziło, co się dzieje z jego synem.
    Na ich weselu był pijany jak bela, więc równie dobrze jego synową mogłaby być świnia. Jeśli zaś kobieta tak dbała o to, by miał uprzątnięty grób (bardziej niż żona), to znaczyło to tylko jedno.
    Miała jego wnuka. Nie wiedział, kiedy nabrał takiej mądrości, ale wszystko nagle ułożyło mu się samo w jedną całość i aż zakrył usta, by nie wydrzeć się nią. A zresztą!
    - Co ty do cholery myślałaś? Że możesz ukrywać dziecko przede mną przez osiem lat? Że nie będę chciał go wychowywać? A może że wmówisz mi, że jednak mnie zdradziłaś?! - aż się zapowietrzył z gniewu. Jakoś przeoczył całkiem oczywisty fakt, że Jack wciąż mieszkał w Sweetwater i tak naprawdę nigdzie go nie wywoziła, a on nie był facetem, który chętnie zakopałby się w pieluchy.
    Egoistycznie obecnie wybrał sobie dobry czas, by zacząć go wychowywać. O ile w ogóle Ellen dopuści go do jakiegokolwiek głosu.
    [Profil]
     
     
    Ellen Carlyle




    w sweetwater
    od:
    urodzenia
    32

    kelnerka
    zajęcie

    stare i niechciane
    uczucie

    Ellen

    Carlyle


    Wysłany: 2018-09-16, 16:02   

    Stawiała świeczki na tym grobie, bo miała nadzieję, że i na grobie Rhetta ktoś kiedyś postawi świeczkę. W końcu obecnie wiele się nie różnili. Zaśmiałaby się, bo wychodząc za niego była na tyle naiwna, żeby myśleć, że będzie inaczej. Wszyscy przyjaciele mówili jej, że małżeństwo z Burtonem to ogromny błąd. Nie wierzyła i uparcie postawiła na swoim. No to teraz ma, czego chciała.
    Wysłuchała tego wybuchu gniewu z kamienną, napiętą twarzą. Dopiero kilka dobrych sekund po tym, jak skończył, odwróciła się do niego i nawiązała kontakt wzrokowy – I co? Uderzysz mnie? – zapytała przez zaciśnięte zęby. Ellen może i bywała głośna, gdy ktoś ją wkurzył, ale jej prawdziwe wkurwienie zaczynało się zlodowaceniem do szpiku kości. Kto, jak kto, ale Rhett coś o tym wiedział.
    - Przez osiem lat miałeś go w dupie, a teraz będziesz udawał troskliwego, skrzywdzonego tatusia, tak? Powinieneś mnie całować po rękach, że w ogóle powiedziałam ci, co u niego – wysyczała. Już czuła, że na imprezie u Carterów popełniła ogromny błąd. Osiem lat miała spokój od tego tematu, a teraz się zacznie – A przepraszam. Nawet nie posłuchałeś do końca, bo trzeba było komuś obić mordę – o dziwo żal nie ściskał jej gardła. Za to czuła, jak podnosi jej się ciśnienie, szumiało jej w głowie. Znów się kłócą, znakomicie! Normalnie prawie, jak wspomnienie małżeńskich czasów. Z tą różnicą, że wtedy kłótnie były raczej krótkie, a ich przyczyną były codzienne pierdoły. Dzisiaj chodziło o Jacka, więc cały sentyment, jakim darzyła stojącego przed nią człowieka musiał pójść w odstawkę. I co z tego, że kończyły jej się uniki przed pytaniami w stylu „Mamo, dlaczego ja mam tylko ciebie?”, wolała już kłamać do grobowej deski, niż pozwolić spierdolić życie temu dziecku.
    [Profil]
     
     
    Rhett Burton
    praise the lord




    w sweetwater
    od:
    od zawsze
    33

    stolarz
    zajęcie

    nawet rak ma dość mojej narzeczonej
    uczucie

    Rhett

    Burton


    Wysłany: 2018-09-16, 18:57   
       IMIE / NICK: .
       MULTIKONTA: Rae, Jimmy


    Dobrze, że Rhett nie wiedział, że stawia go w jednym szeregu ze swoim ojcem, bo naprawdę porządnie by się zdenerwował. On akurat dbał o swoją rodzinę. Pytanie tylko kogo tak naprawdę do niej zaliczał. Zwykle przed oczami miał jedną osobę i nie była to Ellen, choć tylko głupiec nie wierzyłby w to, że on ją kochał.
    Czas przeszły dokonany, zwłaszcza po tym, gdy przypomniała mu jedno wydarzenie, po którym stracił resztki szacunku do samego siebie. Kobieta nie wiedziała, ale to uderzenie wracało do niego przez lata, sterczało mu na ramionach, było kamieniem w arcywygodnym bucie i nemezis tak okrutną, że już nawet butelka nie pomagała.
    Ale oczywiście musiała to przywołać, ot, żona idealna, która najchętniej by mu dowaliła po ośmiu latach.
    Prychnął.
    - Tak, pobiłbym cię, bo przecież taki jestem. To chciałaś usłyszeć? - wstał i spojrzał na nią z góry.
    Mogła się go nawet bać. W gruncie rzeczy wcale go to nie obchodziło. W tej chwili Rhett myślał tylko i wyłącznie o swoim synu.
    - Miałem go w dupie? Może dlatego, że upierałaś się, że nie jest mój?! - wrzeszczał i niewiele go to obchodziło, bo właśnie ktoś łamał mu doszczętnie życie, a tacy ludzie zasłużyli na każdy rodzaj piekła.
    Oddychał z trudem, przymykając oczy i starając się liczyć do dziesięciu, a i tak złość z niego parowała. Miał dziecko, chciał się nim zaopiekować, a ta flądra mówi mu, że powinien się zadowolić opisem co u niego?
    Po trupie Rhetta Burtona!
    [Profil]
     
     
    Ellen Carlyle




    w sweetwater
    od:
    urodzenia
    32

    kelnerka
    zajęcie

    stare i niechciane
    uczucie

    Ellen

    Carlyle


    Wysłany: 2018-09-16, 19:37   

    Stała z wysoko podniesioną głową, chociaż Bóg jej świadkiem, miała ochotę się skulić i uciec. Tak, Ellen, to ci wychodzi najlepiej. Szybkie pakowanie walizki i spierdalanie jak najdalej od problemu! Bo nie wystarczyło, że w tej chwili wrzeszczał na nią Rhett, sama też musiała sobie dokopać. O, za wcześnie się ucieszyła, bo charakterystyczna gula jednak zagnieździła się w jej gardle. Znakomicie, jeszcze się przed nim rozpłacz!
    Prawda była taka, że dała się zaskoczyć. Nie wiedziała czego się spodziewała. Chyba dalszego tańczenia wokół tematu, a nie stwierdzenia wprost. Z drugiej strony, to przecież Rhett, jak inaczej miał zacząć rozmowę? Czy jego gniew ją przerażał? Nie, chyba nie. Bo rzeczywiście nie wierzyła, że mógłby jej coś zrobić. Uderzyła tam, gdzie będzie boleć, bo bała się tej rozmowy. Teraz tylko pokręciła głową – Nie – spuściła wzrok. Automatycznie prawa dłoń powędrowała do lewej i zaczęła drapać skórę wokół paznokci. Stary tik nerwowy.
    - Co niby miałam zrobić? – wciąż na niego nie patrzyła. Tak łatwo cię złamać, Ellen, wystarczy trochę pokrzyczeć i już miękniesz! Rzeczywiście, jej głos nie był już twardy i lodowaty. – Miałam pozwolić, żeby moje dziecko wychowywało się z… – zawahała się – Zmieniłeś się, Rhett – nie dokończyła. Oczywiście, że chciała pełnej rodziny dla Jacka. Oczywiście, że chciała żeby miał ojca. Ale nie za wszelką cenę – Myślisz, że dlaczego nigdy nie wyjechałam z nim do Roberty? – owszem, nie trawiła swojej siostry, ale byłoby jej o tyle łatwiej – Ale ty nadal wolisz chlać z kumplami – zrobiła dłuższą pauzę – I teraz nagle chcesz go wychowywać? – poważnie? Nie stać ją było postawić się na jego miejscu, więc nie liczyła, że on zrobi to dla niej. Zmiękła, bo przyszedł moment, na który być może i trochę czekała. Naturalnie, w jej głowie to wszystko wyglądało inaczej, ale zawsze tak było, więc to chyba w porządku. Mówiła chaotycznie, ale to z emocji. Było tyle rzeczy, które się nazbierały w niej przez te lata, które chciała mu powiedzieć, ale albo nie miała okazji, albo odwagi. Chyba nigdy wcześniej nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wielka jest przepaść, która między nimi wyrosła. Nawet by ją to zabolało, gdyby nie okoliczności. Pewnie będzie rozpamiętywać to po nocy, ale jakie to teraz ma znaczenie?
    [Profil]
     
     
    Rhett Burton
    praise the lord




    w sweetwater
    od:
    od zawsze
    33

    stolarz
    zajęcie

    nawet rak ma dość mojej narzeczonej
    uczucie

    Rhett

    Burton


    Wysłany: 2018-09-17, 19:02   
       IMIE / NICK: .
       MULTIKONTA: Rae, Jimmy


    Cała Ellen. Tak bardzo dumna, że nie ma szans, by pochyliła głowę i postarała się choć trochę nagiąć swój kręgosłup moralny do człowieka, który tak naprawdę od dłuższego czasu dryfował po dnie. Jeszcze go nie sięgnął, racja. Byli ludzie, którzy rzucali mu bez końca koła ratunkowe, a i skubaniec przez te wszystkie lata grzęźnięcia w bagnie nauczył się pływać.
    Utrzymywać się na powierzchni, choć czasami bywało tak źle, że czuł się jak przy dżumie, a nie w fazie delirium. Mimo wszystko jednak próbował dać sobie i jej szansę, czując, że oszukuje. Nie był przecież przystosowany do posiadania żony, był na to zbyt wulgarny, twardy i skupiony na sobie.
    Mógł kochać ją najbardziej na świecie, ale nigdy nie spełniłby jej ideału. Bywały i jednak dziewczynki, które ciągle marzyły o uroczym złoczyńcy, który pewnego dnia odnajduje serce i sumienie. Nie z Rhettem takie numery.
    Miała rację - był pozbawiony skrupułów i zapewne gdyby nie jakaś dziwna bariera między nimi to szarpnąłby ją z czystej i nieskażonej niczym złości. Ta kobieta pogrywała z nim i jeszcze uważała się za niewinną!
    - Nie, Ellen, ja zawsze taki byłem. To dla ciebie chciałem… - ale teraz to nieważne, nieistotne, wciąż czuł zapach jej ust, ale poza tym była już obcą kobietą. - A ty zabrałaś mi dziecko. Zrobiłaś wszystko sama. Nie zapytałaś o zdanie. Nie dałaś mi szansy. Jesteś z siebie dumna, bo ja kurewsko! - zaśmiał się gardłowo i niemal w tej samej chwili padł zemdlony na grób swojego tatusia.
    Te baby go kiedyś wykończą, zdecydowanie.
    [Profil]
     
     
    Franklin Griswold




    w sweetwater
    od:
    zawsze
    17

    udaję, że się uczę
    zajęcie

    ???
    uczucie

    frankie

    griswold


    Wysłany: 2018-11-05, 14:21   
       IMIE / NICK: halo
       MULTIKONTA: -


    W dupach się ludziom poprzewracało, autentycznie! Ja nie wiem kto wpadł na taki genialny pomysł, żeby powierzyć bandzie dzieciaków odnowę cmentarza ale chyba pojebało psa i łańcuch! Tym się chyba powinien zajmować jakiś profesjonalista, a nie... Spóźniłem się dzisiaj na pierwszą lekcję i jak tylko wszedłem do szkoły to mnie od razu oddelegowano do świętego Tomasza, a mi się wcale nie uśmiechało babranie w trupach, wcale a wcale. Właściwie miałem się nawet zwinąć ale na szkolnym parkingu wpadłem na dyrektora, który mi zagroził, że jak nie dotrę na cmentarz to do końca roku szkolnego nie wyjdę z kozy. Ech... Wbijam więc między te groby, od razu rozglądając się naokoło i faktycznie widzę grupkę uczniaków, a wśród nich Anthonego, z którym się witam zabijając piątkę.
    - Siemasz Tony. Co tu się właściwie odjebuje? Kogoś chyba srogo popierdoliło. - wywracam oczami, a zaraz macham do nauczyciela żeby mnie wpisał na listę.
    - JESTEM OBECNY, SPÓŹNIŁEM SIĘ PRZEZ HURAGAN, PORWAŁ MI KROWĘ I I MUSIAŁEM ZA NIĄ GONIĆ!! - wrzeszczę a psor kręci z politowaniem głową, ale odhacza moją obecność.
    [Profil]
     
     
    Anthony Cromwell




    w sweetwater
    od:
    od urodzenia
    17

    uczeń
    zajęcie

    maryśka
    uczucie

    Anthony

    Cromwell


    Wysłany: 2018-11-08, 13:17   
       IMIE / NICK: ada
       MULTIKONTA: -


    Antosiowi to ten pomysł ze sprzątaniem cmentarza to sie średnio podobał, ale co poradzić, musiał to zrobić, żeby mu ojciec nie brzęczył nad uchem, że się jak zwykle musi buntować przeciw wszystkiemu. Wolał nie wyprowadzać go z równowagi, póki nie ma aż tak dużej potrzeby.
    Przed wejściem na cmentarz wypalił szybko papierosa, za co oczywiście zostało zganiony, bo kiedy podszedł do nauczyciela by odhaczyć obecność, to od razu wyczuł od niego fajki, ale kto by się tym przejmował. Dostał taki kijek na który ma nabijać śmieci i wielki czarny worek. Odszedł na bok by zacząć sprzątać, jak na razie nie było nikogo z jego paczki, ale w końcu na horyzoncie pojawił się Franek.
    - Nie wiem stary, ale też średnio mi się to podoba. - odpowiedział mu i zbił z nim piątkę. Zmarszczył brwi myśląc nad tym jak się wymigać od sprzątania i wpadł na przecudowny pomysł. Podszedł do nauczyciela i coś tam z nim zagadał, po czy wrócił do kumpla z szerokim uśmiechem na twarzy.
    - Chodź, powiedziałem, że zajmiemy się tymi grobami z tyłu, bo laski pewnie będą się bały same tam pójść. - odparł pokazując mu gdzie maja iść. Był dumny ze swojego pomysłu bo znikną z zasięgu oczu nauczyciela, będą mogli sobie zajarać no i pogadać. Idealne popołudnie w szkole, a nawet obecność zaliczy.
    [Profil]
     
     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    [ ODPOWIEDZ ]
    Możesz pisać nowe tematy
    Możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Wersja do druku
    Dodaj temat do ulubionych

    Skocz do:  



  • Poszukiwane osoby chętne do pracy na Ranchu Hayesa. Doświadczenie niewymagane, stawka godzinowa. Więcej informacji na Ranchu.
  • Znaleziono kota. Rudy z czarną obróżką. Nie reaguje na żadne imię i nie daje mi spokoju. Czyjkolwiek jest, daję wam tydzień, później uznaję, ze jest mój. numer telefonu
  • W związku z licznymi szkodami wyrządzonymi przez nawałnice, ogłoszono zbiórkę datków i żywności dla osób pokrzywdzonych. Dary będą obierane w Domu Kultury przez najbliższy tydzień w godzinach 8:00-15:00
  • Październik miłością stoi! Muriel Matthews wraz z pastorem zapraszają pary przygotowujące się do wejścia w związek małżeński, młode małżeństwa oraz tych, którzy napotkali na swojej drodze pewne trudności na cykl spotkań poświęconych rodzinie. Jeśli ty i twoja druga połowa chcecie wziąć udział w spotkaniu - wystarczy wysłać zgłoszenie na konto Muriel bądź Pastora.


  • CHCESZ BY TWOJE OGŁOSZENIE ZNALAZŁO SIĘ NA TABLICY?
    SKORZYSTAJ Z KODU W ZAMÓWIENIACH.



    Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 6